Świat Podróży Kolejowych

Obserwuj nas


Mapa odwiedzin


Statystyki od 25.04.2017 r.

Free counters!

04.2013 - WEEKEND Z PODRÓŻNIKIEM PLUS


Strona główna --> Moje podróże
Warunki pogodowe w 2013 roku nie sprzyjały podróżom, dlatego dopiero w połowie kwietnia zdecydowałem się na trochę dłuższy wyjazd. Zarys podróży miałem opracowany tydzień wcześniej, natomiast szczegółowy plan zamierzałem napisać w dniu wyjazdu, czyli 19 kwietnia. Najlepszą ofertą wydał mi się tym razem Bilet Podróżnika z dopłatą PLUS umożliwiającą podróż pociągami REGIO uruchamianymi przez Przewozy Regionalne.

UWAGA!!! Od 9 czerwca 2013 do Biletu Podróżnika nie można już dokupić biletu PLUS

19.04.2013 - piątek



Obudziłem się w piątek rano z zamiarem napisania planu weekendowej wycieczki. Usiadłem przy komputerze, włączyłem internet, sprawdziłem pocztę i ...internet przestał działać. Za chwilę w całym bloku nie było prądu. Ktoś celowo zniszczył urządzenia, przez co od piątkowego rana do 16 mieszkańcy musieli obejść się bez prądu i internetu. Nie było więc mowy o studiowaniu połączeń oraz najwygodniejszej trasy. Postanowiłem jechać w ciemno. Znałem kilka ciekawych połączeń, jednak tydzień wcześniej zmienił się rozkład jazdy, co mogło pokrzyżować moje plany. Na szczęście tak się nie stało.

Na dworzec w Oświęcimiu przyszedłem około 16. Bez przeszkód kupiłem "Bilet Podróżnika PLUS" w jedynej czynnej kasie na oświęcimskim dworcu kolejowym. Odwiedziłem ponadto pobliską galerię handlową, gdzie w drogerii kupiłem paczkę chusteczek odświeżających na podróż. Pociąg Kolei Śląskich do Katowic odjeżdżał o 17:35. Bilet kupiony u konduktora 5 złotych, co jest niską ceną jak na tę trasę - w erze Przewozów Regionalnych po zlikwidowaniu oferty "Połączenie w dobrej cenie" - bilety kosztowały 9,5 zł. Podróż jednym z moich ulubionych pojazdów - SN83-003.

W Katowicach kupuję przecenioną gazetę do czytania ("Focus Śledczy"). Z kiosku z przecenionymi gazetami udaję się do kasy po miejscówki na pociągi. Nie wziąłem kartek i zeszytu, więc interesujące mnie "gwarancje miejsca" wypisuję na odwrocie biletu z Oświęcimia do Katowice. Interesuje mnie przejazd pociągiem TLK "Wanda" do Wrocławia, a stamtąd TLK "Rozewie" do Poznania. W głównej hali czynne są tylko dwie kasy PKP Intercity, nie wdrożono tu systemu jednej kolejki, więc swoje trzeba odstać. Po raz kolejny okazuje się, że przestrzeń między kasami a najbliższym stoiskiem nie wystarcza na przejście. Kasjerka na koniec sprzedaje mi miejscówkę na TLK "Uznam" zamiast na TLK "Rozewie". Wydaje mi się więc, iż we Wrocławiu nie złapię "Rozewia".

Po kupnie biletu trzeba kupić coś do jedzenia. Tu rozczarowanie. Jest 19:00 i nie ma już nigdzie kanapek w przystępnej cenie. McDonald's odpada, dlatego decyduję się po raz pierwszy kupić kanapkę w Subway. Mała kanapka na ciepło kosztuje 9,90 zł. Nie powiem - jest pyszna - jednak cena zbyt wysoka. Kanapkę zjadam jeszcze na peronie. Mam jeszcze dwa batoniki przy sobie na dalszą podróż; zamierzam także coś dokupić we Wrocławiu.

TLK "Wanda" przyjeżdża punktualnie. Większość pasażerów stłoczona jest w dwóch wagonach, natomiast pozostałe jadą niemal puste. Jako posiadacz Biletu Podróżnika nie muszę sobie zawracać głowy miejscówkami - wsiadam do pustego wagonu, dosiada się do mnie pani w średnim wieku jadąca do Zabrza. Skład bez żadnych rewelacji, ale poza brakiem wagonu bezprzedziałowego trudno coś wytknąć. Podróż do Wrocławia trochę się dłuży na śląskim odcinku, za Gliwicami pociąg przyspiesza, a za Opolem jedzie się bardzo przyjemnie. Od Zabrza podróżuję sam w przedziale. Do Wrocławia przyjeżdżam zgodnie z rozkładem jazdy.

Na innym peronie stoi TLK "Rozewie" gotowy do odjazdu. Nie zdążę kupić nic do jedzenia. Wchodzę do środka. Obłożenie bardzo duże, w przedziałach po 6-8 osób, na korytarzu pojedyncze osoby. Decyduję się postać w przejściu - do Poznania to cztery godziny jazdy. Pociąg rusza z dziesięciominutowym opóźnieniem. Od odjazdu z Wrocławia toaleta jest okupowana przez palaczy. Po pociągu chodzi patrol Straży Ochrony Kolei. Upominają imprezowiczów, że w pociągu nie wolno palić ani spożywać alkoholu pod groźbą mandatu. Pasażerowie biorą sobie rady do serca. Zamiast pić w przedziałach, chodzą w parach pić i palić do toalet. Nie widać żadnych podejrzanych osobników chodzących po pociągu.

Odcinek do Ostrowa Wielkopolskiego trochę nużący. Po drodze mijanka oraz krótszy postój w Krotoszynie. Moją uwagę zwracają wagoniki dawnej kolei wąskotorowej przy dworcu w Krotoszynie. W Krotoszynie także "nocują" jednostki EN57 relacji Ostrów Wielkopolski - Poznań. Kilkoro pasażerów wsiada i wysiada w Ostrowie Wielkopolskim. Budynku dworcowego nie widziałem, bowiem widok zasłaniał mi pociąg towarowy. Perony nie wyglądają zachęcająco. Na dworcu widać Straż Ochrony Kolei i policję. Po drodze pociąg do Poznania zatrzymuje się tylko w Jarocinie. Tutaj dworzec wyludniony, wysiada może z pięć osób. O ile się nie mylę, wsiadali jedynie dwaj kolejarze.

Do Poznania dojeżdżamy o 2:58.

20.04.2013 - sobota



Na dworcu Poznań Główny duża wymiana pasażerów. Chcę kontynuować podróż pociągiem do Kołobrzegu. Z tego, co pamiętam, odjeżdża po piątej, więc nie martwię się o przetrwanie dwóch godzin na dworze. Ku mojemu zaskoczeniu hol starego dworca głównego jest otwarty. W środku około 20 podróżnych i tyle samo, jeśli nie więcej, żuli, bezdomnych oraz podejrzanego towarzystwa. O sen trudno - nie ma ławek, czystość podłogi również nie zachęca. Kilkoro podróżnych próbuje mimo wszystko spać. Do jedynej czynnej kasy duża kolejka. Sklepy pozamykane. Nowy dworzec zamknięty do 4 rano. Na tablicy odjazdów odnajduję pociąg do Kołobrzegu - godzina odjazdu 5:32. Nie zdążę kupić nic w znanej mi dobrej piekarni na dworcu - otwierają o 5:30. Część oczekujących pasażerów wsiada do pociągu TLK "Szczecinianin" o 3:24.

O 4:00 otwierają nowy dworzec główny oraz KFC. Jak myślicie, dokąd pędzą tłumy? Na nowym dworcu, oprócz mnie, było tylko może z 10 osób. Zdrzemnąłem się do 4:40. Pociąg do Kołobrzegu odjeżdżał o 5:32. W Białogardzie przesiadałem się do Słupska, a więc od 5:32 będę podróżował do około 11:30 (nie znałem dokładnej godziny). Głód zaczął dawać się we znaki, a przede mną 6 godzin podróży. Trzeba było coś zjeść. Oferta KFC odpada - dania B-smart są smaczne, lecz ciężkostrawne. Otwarta jest już piekarnia "Le Crobag". Na widok bagietek cieknie mi ślinka. Przestaje, kiedy spojrzę na cenę. 8,50 zł za malutką bagietkę, co najmniej 9,90 zł za trochę większą. Fakt - świeżutkie, upieczone na miejscu, jednak na luksusy nie mogę sobie pozwolić. Idę na Dworzec Zachodni oraz na miasto w poszukiwaniu McDonald'sa . Mam nadzieję, że będzie otwarty, a w menu śniadaniowym będę mógł wybrać jakieś normalne, lekkie śniadanie. Lokal znajduję po bardzo krótkim spacerze. Z drugiej strony ulicy wpatruję się, usiłując odczytać godziny otwarcia. Przejścia nie ma, na ulicy prawie pusto. Zauważam jednak wolno poruszający się samochód - od razu przychodzi mi na myśl "policja". I rzeczywiście, kiedy samochód przejeżdża obok mnie, w środku widzę dwóch mundurowych wpatrujących się we mnie. O dziwo nie legitymują mnie, tylko jadą dalej. Próbuję szczęścia na Dworcu Zachodnim - w środku kilkoro podróżnych i żuli, czynny jest jedynie salonik prasowy. Od 5:00 w przejściu podziemnym na dworcu głównym otwarta jest piekarnia. Kupuję drożdżówkę, którą natychmiast konsumuję. Niestety, nie ma kanapek. Decyduję się zjeść średnią zapiekankę w całodobowym barze na starym dworcu. Zapiekanka z rana to nie najlepszy pomysł, jednak syci na długi czas. Zapiekanka z mikrofali smakuje normalnie - prywatnie bardzo lubię zapiekanki w każdej postaci.

Pociąg do Kołobrzegu czeka na peronie. Pasażerów zabierze jednostka EN57-087. Wnętrze zmodernizowane - siedzenia typu SPOT, w ścianach oddzielających przedsionki od części z siedzeniami są szyby, podobnie jak w drzwiach, więc wszyscy wszystkich widzą. Miałem nadzieję jechać pustym pociągiem i wyspać się, a tu niemiłe zaskoczenie - bardzo dużo ludzi. W pociągu, uwagę zwraca jedynie dwóch młodych kolesi - przed odjazdem i podczas postojów palą papierosy w przedsionku (a wystarczy wyjść na peron), charakterystycznym wzrokiem wpatrują się we wszystkie młode panie w pociągu oraz głośno komentują wygląd i zachowanie pozostałych pasażerów. Nie wyglądają na niebezpiecznych, więc nikt się nimi nie przejmuje.

Z początku odsypiam nieprzespaną noc. Budzą się przed Chodzieżą - z okien pociągu bardzo ładnie wygląda Jezioro Chodzieskie, a także sama Chodzież. Dosiada się dużo ludzi; większość z nich wysiądzie w Pile. Na dworze piękna pogoda - świeci słońce, temperatura przyjemna, natomiast włączone ogrzewanie daje się we znaki. Pytam konduktora, jak długo pociąg stoi na stacji Piła Główna. Konduktor mówi, że 8 minut i wręcza mi liniowy rozkład pociągów.

W Pile zmienia się drużyna konduktorska. Wykorzystuję 8 minut na obiegnięcie dworca połączone z fotografowaniem. Świeci wprawdzie słońce, lecz nie od tej strony, od której sobie życzyłbym i zdjęcia nie wyjdą najlepiej. Na dworcu, poza pociągiem do Kołobrzegu, stoją EN57 do Poznania i Bydgoszczy oraz szynobus do Szczecina. Na jednym z peronów zauważyłem SP32-202 z wagonem piętrowym. Nie wiem, dokąd jedzie. Po powrocie sprawdziłem rozkład jazdy. Był to najprawdopodobniej "zaszynobus" relacji Piła - Krajenka. Z Krajenki do Złotowa kursowała komunikacja zastępcza, natomiast ze Złotowa szynobus do Chojnic. Dobiegam Dworzec w Pile Głównej wygląda brzydko jak na dawną stolicę województwa. Oczywiście przez 8 minut nie zdążyłem zobaczyć wszystkiego. Dobiegam do pociągu tuż przed odjazdem. Ostatnie zdjęcie peronu, co wspomniani wcześniej młodzieńcy komentują na głos "patrz, paparazzi biegnie".


Poznań Główny nowy o 4:30

SP32-202 z pociągiem Piła - Krajenka

Zajmuję miejsce w przedsionku przy toalecie z zamiarem fotografowania stacji po drodze do Białogardu. Większość udało się sfotografować. Na niektórych drzwi pociągu otwierały się ze strony przeciwnej do budynku stacji, co uniemożliwiało zrobienie zdjęć. Fotografowanie z części z siedzeniami przez okno, przy tak wysokim obłożeniu, nie wchodziło w grę.

Do Białogardu podróż przyjemna. Dłuższy postój jedynie w Płytnicy, gdzie mijał nas pociąg pospieszny. Krajobrazy za oknem bardzo ładne - głównie pola i lasy. Poza tym cztery minuty postoju w Szczecinku. Za mało, aby pobiegać po dworcu z aparatem. Prędkość średnia - około 50-60 kilometrów na godzinę. Cieszę się, że po porannej zapiekance nie mam problemów żołądkowych, bowiem do toalety niemal przez cały czas stoi kilkuosobowa kolejka. Niektórzy idą za potrzebą, inni zapalić papierosa. Na odcinku Piła - Białogard przed samym Białogardem wszedłem do toalety, kiedy nie było kolejki, aby umyć zęby. Dosłownie po kilku sekundach ktoś inny szarpał za klamkę drzwi. Kiedy wyszedłem po umyciu zębów (2-3 minuty), w przedsionku trzy osoby czekały w kolejce. Z innych mankamentów można jedynie wymienić ogrzewanie - grzejniki grzały "na maxa", co wywoływało lawinę skarg pasażerów. Drużyny konduktorskie w porządku.

W Białogardzie jesteśmy punktualnie o 9:57. Mam osiem minut na przesiadkę na pociąg do Słupska, co wykorzystuję na bieg z aparatem po białogardzkim dworcu. Dworzec malutki, w środku ładnie wyremontowany, budynek dworca z zewnątrz również robi pozytywne wrażenie. Przed dworcem grupki młodzieży, ale nikt mnie nie zaczepia. Do Słupska jedzie ED72-016. We wnętrzu bardzo wygodne fotele pierwszej klasy (oczywiście jako druga klasa) i nieco mniej wygodna druga klasa z tapicerką. Ogólnie pociąg zasługuje na duży plus. Obłożenie równie wysokie jak w poprzednim pociągu. Do Koszalina stoję w przedsionku.

W Koszalinie kilkuminutowy postój wykorzystuję na zrobienie zdjęć na dworcu. Koszaliński dworzec w środku wygląda bardzo posępnie. Jest tam wszystko, co powinno być - kasy biletowe, automaty z napojami i przekąskami, brzydka poczekalnia oraz toalety czynne całą dobę. W toaletach zastosowano interesujący przelicznik walut. Skorzystanie z toalety kosztuje 3 złote lub 1 euro. Mam nadzieję, że w koszalińskich kantorach jest lepszy przelicznik. Z zewnątrz dworzec wygląda przyzwoicie. Wracam do pociągu, do Słupska jadę w fotelach pierwszej klasy. Bardzo wygodna podróż.


ED72-016

ED72-016 - pierwsza klasa

W Słupsku jesteśmy o 11:39. Mam prawie dwie godziny wolnego czasu, bowiem podróż zamierzam kontynuować pociągiem TLK Rybak. Na peronie stoi SA132-005, który właśnie przyjechał ze Szczecinka przez Miastko. Pasażerowie próbują do niego wejść, ale pojazd zjeżdża na bocznicę. Za 10 minut po pasażerów przyjeżdża SA132-006, który o 11:59 odjeżdża jako pociąg Słupsk - Szczecinek. Przyjeżdża także pociąg SKM z Wejherowa. Główna hala słupskiego dworca wygląda przyzwoicie, natomiast sam budynek z zewnątrz to moim zdaniem nieudany projekt. Wygląda beznadziejnie.

Półtorej godziny wykorzystuję na zwiedzanie miasta połączone z zakupami w "Biedronce". W centrum Słupska nie ma jakichś szczególnych atrakcji - najładniejsze budynki, moim zdaniem, to budynek urzędu miasta i budynek starostwa. Główne ulice bardzo zadbane, bloki w centrum miasta także wyglądają przyzwoicie i dużo lepiej niż w wielu innych, odwiedzonych przeze mnie miastach. Wizytówką miasta jest ulica (raczej aleja) Wojska Polskiego podzielona na szeroki deptak dla pieszych, ścieżkę rowerową i jezdnię. Pospacerowałem po centrum, porozglądałem się po lokalach gastronomicznych, aby na koniec zrobić zakupy (dwie buteleczki wody "Polaris", baton "Lion" i bułka). Około 12:50 wróciłem w okolice dworca. Poszedłem na dworzec autobusowy położony naprzeciw dworca kolejowego. Na dworcu pustki, większość punktów gastronomicznych nieczynna, podróżnych jak na lekarstwo, ze względu na kręcące się w pobliżu grupki dresiarzy nie robiłem zdjęć.

Za to na dworcu kolejowym dużo większy ruch i dużo większy wybór sklepów. Na tablicy odjazdów nie było pociągu TLK "Rybak"; na szczęście to tylko pomyłka. Spośród dworcowych lokali gastronomicznych, największą popularnością cieszy się bar z kurczakami, tortillą i kebabem. Ja natomiast zaopatrzyłem się w jedzenie w innym dworcowym barze (bez nazwy) obok saloniku prasowego Relay. Kanapka (2,5 zł) była bardzo dobra, podobnie jak duża drożdżówka o smaku pizzy (3 zł). Potem udałem się na peron, na który wkrótce podjechał TLK "Rybak". Słupsk jako miasto trudno mi ocenić. Nie było szczególnie piękne, ale nie było również brzydkie. Nie wyróżniało się niczym szczególnym.

TLK "Rybak" kursuje ze Szczecina do Olsztyna. Zająłem miejsce w wagonie bezprzedziałowym przystosowanym do przewozu rowerów. Wagon bardzo wygodny, podróżnych mało. Chciałem naładować baterię do aparatu cyfrowego, lecz nie znalazłem czynnego gniazdka. Jak zauważyłem, w pociągach TLK bardzo trudno znaleźć czynne gniazdka. Czasami można na takie trafić w toalecie, lecz czy zostawilibyście tam baterię z ładowarką na kilka godzin? Pociąg ruszył, pół godziny spałem, pół obserwowałem widoki za oknem. Prędkość szlakowa wysoka, o komforcie podróży nie mogę powiedzieć złego słowa. Na stacji Gdynia Główna dziesięciominutowy postój. Biegam po dworcu z aparatem. Trwają jeszcze prace remontowe, perony są rozkopane. Wyremontowany budynek dworca w środku wygląda przeciętnie. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się jakiś martwy, opustoszały. Wracam do pociągu. Decyduję się wysiąść na stacji Gdańsk Główny. Przejazd między Gdynią a Gdańskiem trwa zaskakująco długo. Pociąg jedzie bardzo wolno. Szczerze mówiąc, Gdynia z okien pociągu nie podoba mi się. W Sopocie dworzec rozkopany, natomiast przy stacji Gdańsk Wrzeszcz przykuwa wzrok Galeria Bałtycka - ogromne centrum handlowe.


Dworzec w Słupsku z zewnątrz

TLK "Rybak" - wagon bezprzedziałowy

Wysiadam w Gdańsku bez żadnego planu podróży. Przeglądam rozkład jazdy i nie wiem, na co się zdecydować odnośnie dalszej części podróży. Gdański dworzec główny jest zaskakująco mały. Wygląda ładnie, w środku znajdziemy trochę sklepów, aptekę, punkty gastronomiczne oraz toalety z możliwością skorzystania z prysznica. Prysznic podobno kosztuje aż 12 zł. Nie sprawdzałem. Spośród lokali gastronomicznych najlepszą opinią cieszy się "Red Spot Cafe" - gustownie urządzona kawiarnia z bogatą ofertą - herbaty, kawy, kanapki, desery itp. Ceny średnie - wyższe od najtańszych lokali, niższe niż w sieciówkach typu Subway i Starbucks. Decyduję się jechać na chwilę do Tczewa, potem do Elbląga. Nadal nie mam planu na niedzielę. Do Tczewa jedzie pociąg "Tur" relacji Gdynia - Chojnice. Połączenie obsługiwane przez spalinowy zespół trakcyjny SA138-002. Obłożenie ponad 100%. Decyduję się pojechać jadącym 10 minut później pociągiem TLK Mieszko. Przed odjazdem tego pociągu na dworcu pojawiają się trzy radiowozy, z których wysiada kilkunastu policjantów. Na szczęście pociągiem jedzie tylko kilku kibiców. Do Tczewa jadę sam w przedziale.

Na dworcu w Tczewie spędzam około pół godziny w oczekiwaniu na pociąg osobowy do Elbląga. Wiem, mogłem jechać Rybakiem, lecz naprawdę nie miałem przygotowanego planu podróży. Badam teren, robię kilka zdjęć, po czym przyjeżdża wspomniany pociąg. Do Malborka stoję w przedsionku. Najlepszy moment tej części podróży to przejazd przez most nad Wisłą. Poza tym na dużej części trasy trwa remont, przez co pociąg zwalnia, a niektóre postoje wydłużają się z powodu mijanek. W Malborku większość podróżnych wysiada; trwa remont peronów. Do Elbląga nie dzieje się nic ciekawego.

Do Elbląga pociąg dojechał o 18:07. Wyremontowany budynek dworca wygląda pięknie, co trudno jednak powiedzieć o peronach i przejściu podziemnym. Idę na krótki spacer po mieście mając nadzieję, że uda mi się zrobić zdjęcia zabytków oświetlonych promieniami zachodzącego słońca. Zdjęcia robione o tej porze wychodzą najlepiej. Dzięki planowi umieszczonemu przy dworcu bez problemu docieram do zabytkowej części miasta. Ze względu na brak czasu kończę swój spacer na kanale pod katedrą pod wezwaniem św. Mikołaja, gdzie fotografuję katedrę, kanał oraz piękne, zachowane kamienice. Jestem bardzo zadowolony, że tu przyjechałem. O Elblągu słyszałem różne rzeczy - natomiast przy tej pogodzie, kiedy po centrum spacerują turyści i całe rodziny, atmosfera wydaje się bardzo pozytywna.

Muszę szybko wracać na dworzec. Po drodze robię zakupy w Biedronce (woda mineralna + pączek). Na nieszczęście kasjerka ma problem z wprowadzeniem kodu kreskowego jednego z produktów klienta kupującego przede mną, więc muszę poczekać kilka minut. Niby niedużo, ale kiedy wam się spieszy, ma to duże znaczenie. Po wyjściu z "Biedronki" zaczepia mnie żul prosząc o drobne, kobiety zaczepia inna żebraczka. Nie daję. Po kilku minutach, w innym miejscu, podchodzi inny żul, lecz jemu również nie daję. Trochę psuje to ogólnie pozytywne wrażenie z Elbląga. Mijam dworzec autobusowy i o 19:15 dochodzę do dworca w Elblągu. Pociąg osobowy do Tczewa odjeżdża o 19:23, decyduję się pojechać TLK "Pojezierze" o 20:07. W gniazdkach na dworcu jest prąd, więc mogę choć trochę podładować baterię. Na tę czynność przeznaczam 15 minut. o 19:35 idę do budynku obok, w którym mieszczą się toalety. Prysznic kosztuje 8 złotych, w cenie jest wypożyczenie ręcznika i mydło. Odświeżony, od razu czuję się lepiej.

TLK "Pojezierze" przyjeżdża punktualnie. O 20:07 odjeżdżamy do Tczewa. Próbuję zająć miejsce w wagonie bezprzedziałowym spotykanym raczej w pociągach EX i EIC. Nic z tego, awaria drzwi. Toaleta w wagonie także nieczynna. Pozostałe wagony dużo gorsze. Znów podróżuję sam w przedziale. W Tczewie studiuję rozkład jazdy. Mam do wyboru TLK "Pogorię", TLK "Rozewie" i TLK "Ustronie". Po dłuższym namyślę decyduję się jechać o 0:12 pociągiem TLK "Ustronie" do Warszawy. W dworcowym barze kupuję dwie bułki z szynką i serem, każda po 2 złote. Polecam ten bar - mają szeroką ofertę fast-foodów - zapiekanki, hot-dogi, hamburgery i inne za przyzwoitą cenę. Trzygodzinne oczekiwanie trochę się dłuży. Z ciekawości obserwuję pociągi: TLK "Pogoria" - mało podróżnych; poupychani przez system rezerwacji w dwóch wagonach, pozostałe wagony jadą niemal puste. TLK "Rozewie" - dwa wagony zajmują kibice, trzeci policjanci, a zwykłych podróżnych można policzyć na palcach jednej ręki. Oczywiście o ile system rezerwacji nie przydzielił im miejsca w przedziale z kibicami. W takim przypadku wyrazy współczucia. Jak poinformował na swoim profilu Konduktor Olivier - wagony zajmowane przez kibiców zostały zdewastowane.


Elbląg - zabytkowa część miasta

Elbląg - dworzec kolejowy

21.04.2013 - niedziela



Na dworcu w Tczewie czułem się bezpiecznie. Bezdomnych przeganiali ochroniarze, było spokojnie, a duży plus to toalety czynne całą dobę. Około północy zrobiło się bardzo zimno i kilkanaście osób z niecierpliwością czekało na pociąg do Warszawy. Oczekiwałem, że w TLK "Ustronie" obłożenie będzie równie niskie jak w "Pogorii". Z początku znalazłem pusty przedział, dosiadł się do mnie mężczyzna, który przyjechał na kilka dni z Alesund w Norwegii do żony. Chwilę pogadaliśmy, po czym współpasażer zasnął. Ja też zasnąłbym, ale po pociągu przechadzali się podejrzani osobnicy. Ich zachowanie nie różniło się od standardowych zachowań złodziei w pociągach, choć z drugiej strony mogli to być równie dobrze miłośnicy kolei szukający wolnego przedziału. Jeden dosiadł się tuż za Tczewem. Za Laskowicami Pomorskimi położyłem się - plecak pod głową, wszystko dobrze ukryte, sprzęt przygotowany na atak. Nic się nie działo. W Bydgoszczy przyszło czworo pasażerów z miejscówkami. Nie lubię jeździć ściśnięty w ośmioosobowym przedziale, dlatego znów zdecydowałem się stać w przedsionku. W przedsionku wagonu nie zamykały się drzwi z przejścia międzywagonowego, więc zimne powietrze wlatywało do środka. Z kolei w sąsiednim wagonie (pierwszy za lokomotywą) było jeszcze zimniej - nie wiem dlaczego. Prawdopodobnie nieszczelne drzwi z jednej i drugiej strony. W drugą stronę nie chciało mi się iść, ponieważ w przedsionkach stały grupki młodych osób. Jedna z grupek psioczyła na PKP Intercity i przekomarzała się z konduktorem. Nikt nie wiedział, o co im chodzi. Z początku było dobrze, od 4:30 ogarniała mnie senność. Przez jakiś czas spałem na podłodze na korytarzu. Wygodna pozycja, mimo to krępowałem się - trochę nie przystoi to osobie w moim wieku. Po 5:30 do przyjazdu do Warszawy starałem się stać, lecz zasypiałem nawet na stojąco. Do Warszawy dojechaliśmy około 6:00. Na stację Warszawa Zachodnia równocześnie przyjechał pociąg z Mińska zestawiony z białoruskich wagonów. W końcu wysiadłem na dworcu Centralnym.

W niedzielny poranek Warszawa nie przypominała tętniącej życiem metropolii. Świeciło słońce, ale na dworze było bardzo zimno. Zastanawiałem się, czy wracać pociągiem TLK "Skarbek" o 7:30, czy posiedzieć trzy godziny w stolicy. Wybrałem drugie rozwiązanie. O dziwo senność minęła, siły powróciły, a samopoczucie szybko się poprawiło. Ze względu na brak czasu mój spacer po Warszawie skończył się na stacji Warszawa Powiśle, skąd wróciłem na Centralny. W związku z maratonem odbywającym się tego dnia na ulicach widać było wyjątkowo dużo policjantów i radiowozów. W popularnej piekarni w tunelu pod Alejami Jerozolimskimi przy stacji metra Centrum kupiłem dwie kanapki na drogę i drożdżówkę z makiem (łączna cena 10 zł). Na Centralnym odpocząłem w poczekalni, gdzie podładowałem baterię do aparatu cyfrowego. Pojechałem na dworzec Warszawa Wschodnia pociągiem TLK "Goplana" (konduktor myślał, że pomyliłem pociągi), a po kilkunastu minutach na dworcu wschodnim, wróciłem pociągiem TLK "Pogoń".

Pozostała mi godzina do odjazdu pociągu powrotnego. Idę do "Złotych Tarasów", gdzie są darmowe toalety. Toalety bardzo trudno znaleźć. Obserwując spacerujących po centrum handlowych dostrzegam, że nie tylko ja mam kłopoty z ich znalezieniem. Owszem, są strzałki pokazujące położenie toalet, jednak kierunek przez nie podawany nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Na koniec udało się. Myję się, przebieram, po czym wychodzę zastanawiając się, czy nie kupić sobie kawy w którejś z sieciówek. Ceny nie zachęcają do zakupów, mimo to najbardziej znane lokale mają dużo klientów. 9,9 zł za małą kawę latte to dla mnie za dużo i nie kupiłem niczego.


Poranek w Warszawie

"Złote Tarasy"

Jeśli chodzi o podróż powrotną, brałem pod uwagę dwa pociągi. Pierwszym był TLK "Kormoran" z Olsztyna do Bielska-Białej, którym chciałem dojechać do Katowic, a stamtąd pociągiem Kolei Śląskich do Oświęcimia, ewentualnie TLK "Kossak" do Trzebini i stamtąd do Oświęcimia. Nie miałem gwarancji, że "Kossak" przyjedzie punktualnie, a szkoda mi było pięciu złotych na pociąg Katowice - Oświęcim. Wybrałem więc pociąg TLK "Janusz Korczak" relacji Białystok - Kraków Płaszów mając nadzieję na wysoki komfort wagonów oraz podróż w wagonie bezprzedziałowym. Był to mój największy błąd podczas tej podróży. Udało mi się dostać gwarancję miejsca na miejsce przy oknie w wagonie z przedziałami. Bezprzedziałowego, niestety, nie było. O 10:30 wszedłem na peron. Właśnie odjeżdżał pociąg TLK "Kormoran". W wagonach drugiej klasy po 2-3 osoby w przedziale, jeden wagon niemal pusty. Nie zdążyłem wsiąść. Widok tłumu czekającego na pociąg do Krakowa nie napawał optymizmem. Jeszcze gorzej było po wejściu do wagonów. Na korytarzu w moim wagonie stało około dziesięciu osób, rowery górskie, podobnie jak duże bagaże, blokowały przejście do toalet. W przedsionkach również tłoczno. W przedziale komplet. Cztery kobiety w wieku 30-40 lat, dziadek z wnuczką, ja i jakiś pan jadący z Białegostoku.

Podróż pociągiem z Warszawy do Krakowa trwała tylko trzy godziny i piętnaście minut, lecz z jakiegoś niewiadomego powodu przejazd na tej trasie wydaje się o wiele dłuższy niż w rzeczywistości. Nie wiem, dlaczego tak jest. Może to wina bardzo wysokiego obłożenia, długich postojów spowodowanych remontem torów, ale naprawdę wydaje się, jakby pociąg jechał dużo wolniej. Na szczęście przed podróżą nie piłem kawy, więc mogłem odespać nieprzespaną noc. Spałem przez całą podróż budząc się tylko na chwilę przy postojach, lub kiedy inni pasażerowie wychodzili na korytarz, bowiem do toalety nie sposób było dojść i wracali rozczarowani. Po kwaśnych minach i spojrzeniach na zegarki na ręce lub w telefonach komórkowych odniosłem wrażenie, iż wszyscy zmęczeni są podróżą. Znów zasypiałem, na dobre budząc się dopiero, kiedy pociąg wjeżdżał do Krakowa.

Pociąg do Oświęcimia odjeżdża dopiero za godzinę i pięćdziesiąt minut. Z rozkładu jazdy wynika, że mogę pojechać pociągiem REGIO do Krzeszowic, a stamtąd TLK do Trzebini. Tak też robię. W Krzeszowicach w ciągu niecałych 10 minut staram się sfotografować malutki dworzec. Potem wsiadam do TLK, którym dojeżdżam do Trzebini. W Trzebini mam około czterdziestu pięciu minut. Zwiedzam dworzec. Przy nieczynnym peronie stoją stare lokomotywy, w tym parowóz w fatalnym stanie, drezyna oraz pług. Pomalowany niedawno budynek dworca z zewnątrz wygląda ładnie, w środku dla podróżnych dostępne jest tylko jedno niewielkie pomieszczenie z kasami i ławeczkami. Z boku budynku wchodzi się do toalet. Przez długi czas te toalety były nieczynne, co powodowało skargi podróżnych. Trzebinia to bowiem ważny węzeł kolejowy. Na pociąg do Oświęcimia czekałem na peronie. Tak jak poprzedniego dnia świeciło słońce, a przy tym wiał zimny wiatr. Nie przeszkadzało mi to. Pociąg do Oświęcimia mijał się w Trzebini z pociągiem relacji Oświęcim - Wieliczka. Obłożenie średnie - około 30%. Zadowolony z podróży dojechałem do Oświęcimia o 17:41.

PODSUMOWANIE



Podróż bardzo udana biorąc pod uwagę fakt, że jechałem bez żadnego planu, a wszystkie decyzje co do dalszej części podróży, podejmowałem na bieżąco. Nie wszystko wyszło idealnie, mimo to podróż poprawiła mi nastrój. Jeżeli będziecie mieli taką możliwość, polecam kupno "Biletu Podróżnika" z biletem PLUS. Możliwość przejazdu pociągami REGIO Przewozów Regionalnych jest sporym ułatwieniem w przypadku, kiedy chcecie zwiedzić więcej miast w ciągu jednego dnia. I nie oszczędzajcie tak jak ja. Na pewno wyjdzie wam to na dobre.