Świat Podróży Kolejowych

Obserwuj nas


Mapa odwiedzin


Statystyki od 25.04.2017 r.

Free counters!

04.2013 - Z BILETEM TURYSTYCZNYM PO

GÓRNYM ŚLĄSKU


Strona główna --> Moje podróże
Od czasu wprowadzenia rozkładu jazdy 2012/2013 i przejęciu zdecydowanej większości połączeń kolejowych na Górnym Śląsku przez Koleje Śląski minęło 5 miesięcy. Z początku był chaos, obecnie jest dużo lepiej. Postanowiłem pojeździć koleją po Górnym Śląsku i zobaczyć, jak funkcjonuje regionalny przewoźnik. Koleje Śląskie nie mają w swojej ofercie atrakcyjnych biletów sieciowych. Bilet Turystyczny Przewozów Regionalnych kosztował mnie taniej niż dwa jednodniowe bilety sieciowe KŚ, a do tego mogłem podróżować pociągami REGIO Przewozów Regionalnych po całej Polsce. Mnie jednak chodziło tylko o Górny Śląsk.

13.04.2013 - sobota



Z Oświęcimia do Katowic wyjeżdżam o 8:30. Jedzie SN82-003, obłożenie około 50%. Do Mysłowic w pociągu jadą SOK-iści. W Katowicach wysiadam na legendarnym peronie V. Szybkie przejście na perony dworca głównego. Tutaj nie mogę znaleźć informacji o pociągu do Częstochowy. Widzę, że dużo podróżnych jest zdezorientowanych brakiem informacji nie tylko o tym pociągu, lecz ogólnie gubi się na katowickim dworcu.

Pociąg do Częstochowy odjeżdża o 9:47. Spodziewam się pustego pociągu, a tu zapełnienie grubo powyżej 100%. Po raz pierwszy jadę pociągiem EN57-224 zmodernizowanym przez nowosądecki NEWAG. Jak podaje ilostan pojazdów trakcyjnych opracowany przez forumkolejowe.pl jest to jedna z polskich jednostek sprowadzonych ze Słowenii. NEWAG przeprowadził naprawę główną oraz modernizację. Oddanie do użytku EN57 zmodernizowanych przez tę firmę hucznie ogłaszano w mediach branżowych. Pociąg owszem - wygląda nieźle: nowe czoło, klimatyzacja, nowe fotele. Mimo wszystko jednak widać, że to przecież EN57, a ekrany LCD, na których pod napisem EN57 na zdjęciu widnieje TGV zakrawają na kpinę. W pociągu znajduje się tylko jedna toaleta (próżniowa), do której ustawiają się kolejki. Modernizacja solidna, lecz cudów nie ma. Po hurraoptymistycznych informacjach prasowych spodziewałem się czegoś więcej.

To tyle jeśli chodzi o kwestie techniczne. Pociąg jedzie stosunkowo szybko, następuje duża wymiana pasażerów, więc raczej trudno się nudzić obserwując ludzi. Półtoragodzinna podróż, stukot kół i obserwacja ludzi przypomniały mi najlepsze lata, kiedy podróżowałem koleją po Europie. Pogrążyłem się we wspomnieniach żałując lat zmarnowanych na naukę. Te lata już nigdy nie powrócą, lecz nawet taka chwila, jakiś dźwięk, zapach, a czasami nawet podmuch wiatru, pozwalają mi się z powrotem do nich przenieść. Tak sobie siedziałem, wspominałem i nawet nie zauważyłem, jak dojechaliśmy do Częstochowy.

Swoją wizytę w Częstochowie ograniczyłem do dworca i placu przed nim. Dworzec Częstochowa Osobowa ma dwa oblicza - z jednej strony ciemne perony i przejście nad nimi, z drugiej jasna, dwukondygnacyjna hala. Na dworcu znajduje się nawet kaplica dla podróżnych. Patrząc na ten dworzec mam wrażenie, że ma on niewykorzystany potencjał. Wrażenie psuje droga kawa z automatu - 4 złote za kawę to jednak trochę przesada. Plac przed dworcem bardzo zaniedbany. Po krótkim spacerze wracam do pociągu EN57-224 i jadę tą samą trasą w drugim kierunku - do Zawiercia.


EN57-224

poczekalnia na dworcu Częstochowa Osobowa

Podróż do Zawiercia trwała około 40 minut. Na jednej ze stacji wsiadły panie twierdzące, że przejechały swoją stację z powodu awarii drzwi w ELF-ie. Konduktor stwierdził, że dopiero po raz trzeci spotkał się z taką sytuacją. Po drodze zauważyłem, że dworzec w Myszkowie nadal jest remontowany, w związku z czym musiałem zmienić swoje plany i trochę dłużej zostać w Zawierciu. Zawierciański dworzec zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie - pięknie wyremontowany bez dwóch zdań jest najładniejszym budynkiem w mieście. W środku jest gdzie usiąść, znajdziemy toalety, skrzynki bagażowe, dwa punkty gastronomiczne, a w innym pomieszczeniu mieści się pizzeria. Warto zobaczyć. Po zwiedzeniu dworca wybrałem się na spacer po centrum Zawiercia. To typowe górnośląskie miasto - blokowiska, stare kamienice, dużo podejrzanych osobników. Swój spacer ograniczyłem do odcinka z dworca do urzędu miasta, przejścia przez wstrętne przejście podziemne, a następnie spaceru po ulicy Marszałkowskiej i powrotu na dworzec. Chwilę posiedziałem na placu Jana Pawła II tuż przy dworcu i wróciłem na pociąg. Na peronie sporo podróżnych, w tym bardzo ładna konduktorka Kolei Śląskich.

Do następnego celu podróży - stacji Sosnowiec Główny - jadę pociągiem 27Web-003. Ten pociąg to zdecydowanie najwygodniejszy pojazd, z jakim miałem do czynienia na polskich torach. Podróż takim pociągiem (o ile nie ma tłoku) to prawdziwa przyjemność. Jedyny mankament to ekrany LCD, na których zamiast informacji przydatnych dla pasażerów widnieje mucha na liściu. Tak, mucha na liściu. Nie żartuję.

Na dworcu w Sosnowcu spędziłem około dwudziestu minut. Dziwny to dworzec - w środku budynku nie ma żadnego pomieszczenia dla pasażerów. Wszystko umieszczono w przejściu podziemnym łączącym dwie części miasta. Poczekalnia to maleńkie, śmierdzące moczem pomieszczenie z jedną ławeczką i kasą. Moją uwagę zwrócił plac, na który wychodzi się z przejścia podziemnego. Przy dworcu kolejowym zlokalizowany jest także węzeł przesiadkowy komunikacji miejskiej. Jeżeli budynek dworca Sosnowiec Główny zostałby w środku wyremontowany, gdyby wybudowano poczekalnię z prawdziwego zdarzenia, to Sosnowiec miałby się czym pochwalić. Na razie wygląda to kiepsko.


dworzec w Zawierciu

Zawieciański dworzec w środku

Z Sosnowca jadę do Tychów ELF-em EN76-007. Pozytywnie zaskakuje mnie uroda konduktorek, szczególnie jednej - blondynki w okularach. Panie bardzo miłe. W ogóle jeśli chodzi o pracowników, to odniosłem wrażenie, że w Kolejach Śląskich drużyny konduktorskie dzielą się na dwie grupy - jedna to młodzi (choć nie zawsze), nowi pracownicy sumiennie i kulturalnie wykonujący swoje obowiązki, bardzo zadbani i schludnie wyglądający, druga to "stare wygi", czyli grupa pracowników z wieloletnim doświadczeniem po prostu dobrze wykonujących swoje obowiązki. W przeciwieństwie do nowych pracowników nie widać u nich jakiegoś szczególnego zaangażowania i entuzjazmu. Z drugiej strony u większości nowych pracowników ten entuzjazm pewnie też za jakiś czas wygaśnie. W czasie podróży do Tychów tuż przy katowickim dworcu głównym jakaś dziewczyna goni łysego dresiarza, po czym się kłócą, a ona płacze. Ze względu na wygląd dziewczyny trudno powiedzieć, czy to scena jakiegoś przestępstwa, czy raczej scena miłosna. Z kolei na stacji Katowice Brynów trwa libacja alkoholowa. Takie już to uroki Górnego Śląska.

Tyski dworzec kolejowy swoją wielkością w ogóle nie pasuje do miasta. Przynajmniej wyremontowano peron i główny hol dworca. Kilka lat temu ten dworzec wyglądał dużo gorzej. W środku kilkanaście plastikowych siedzeń, wśród pasażerów dwoje bezdomnych. Przed dworcem pętla autobusowa, nieczynne budki z jedzeniem i ogromny plac budowy. Robię kilka zdjęć (w dziale "Dworce kolejowe"), po czym wracam do Katowic pociągiem przyspieszonym ze Zwardonia. Tym razem to pociąg zestawiony z czeskich wagonów. Wagony stare, brudne, w moim przedziale strasznie czymś śmierdzi. Toaleta równie śmierdząca i zdewastowana, ale przynajmniej jest. Pociąg nie zatrzymuje się na wszystkich stacjach, dzięki czemu do Katowic dojeżdżamy bardzo szybko.

Spaceruję po dworcu i centrum Katowic. Na dworcu w końcu widać ochronę, Straż Ochrony Kolei, a po peronach przechadza się policyjny patrol. Bezdomni, inni żule oraz dresiarze na jakiś czas zniknęli. Mam nadzieję, że na jak najdłużej, bowiem po ostatniej swojej wizycie byłem przerażony stanem tego dworca. Wygląda na to, że seria publikacji w mediach zmusiła władze do działania.


Sosnowiec - plac przy wyjściu z przejścia podziemnego

Dworzec kolejowy w Tychach

Pora obiadowa, więc trzeba coś zjeść. Wybieram bagietkę pikantną "chicken" na ciepło w fast-foodzie "Co nieco" tuż przy dworcu. Bagietka za 7,99 zł bardzo smaczna. W dworcowym sklepiku z pieczywem kupuję dodatkowo dwie bułeczki cynamonowe (każda po 90 groszy).

Na koniec dnia wybieram się pociągiem Przewozów Regionalnych relacji Katowice - Kraków do Mysłowic, gdzie zamierzam sfotografować dworzec. Pociąg to EN57-1075 - typowy "kibel" z dermami. Bardzo mało pasażerów, czemu trudno się dziwić. Długi czas przejazdu, konkurencja ze strony autobusów - skutki wiadome. Wysiadam w Mysłowicach. Budynek mysłowickiego dworca wygląda z zewnątrz bardzo ładnie, ale nie dajcie się zwieść pozorom. Perony, choć najlepsze czasy mają już za sobą, również nie wyglądają najgorzej. Ale to przejście podziemne i okolica... . Coś okropnego. W budynku dworca nie ma poczekalni ani kas biletowych. Czynny jest jedynie mieszczący się w budynku antykwariat, a o ile dobrze wyczytałem, jedno z pomieszczeń wynajmuje jakiś kościół. Przed dworcem znajduje się pętla tramwajowa, a okolice dworca zajmuje szereg nieużywanych budynków technicznych. Ogólnie nieciekawe miejsce; po okolicy snuje się sporo dresiarzy. Czterech z nich wsiada do pociągu do Oświęcimia, ale zachowują się poprawnie. Jedzie SN83-003. To tyle na sobotę.

14.04.2013 - niedziela



Drugi dzień wycieczki po Górnym Śląsku przeznaczyłem na "kółeczko". Zmienił się rozkład jazdy, a ja nie zanotowałem nowych godzin odjazdów. Duży błąd, który trochę skomplikował mi podróż. Z Oświęcimia wyjechałem o 8:32 pojazdem SN83-003. Po 58 minutach, o 8:30, byłem w Katowicach. Wysiadłszy, zaczynam biec z peronu piątego na pociąg do Lublińca. Cztery minuty i jestem na miejscu. Na sąsiednim peronie w słońcu bardzo ładnie prezentuje się dawny pociąg SKM w Warszawie 2 120 000-6. Pociąg ładny, czysty, wygodny, ale bez toalety, co ma znaczenie, kiedy jedziemy ponad 40 minut do Gliwic, a na żadnej ze stacji po drodze toalet nie ma. Dziś pojedzie przez Bytom, a podróż będzie trwała prawie godzinę. Dla mnie to nie ma znaczenia, jadę na kółeczko.

Do Lublina jedzie EN57-827 w wersji "full plastic". Podróż trwa tylko godzinę i 48 minut, ale gwarantuję wam, że ból kręgosłupa przypomni wam o niej przez wiele godzin. Niewygodne, plastikowe "siedzenia" można by jeszcze znieść, ale jeżeli dojdą do tego grzejniki pod tymi "siedzeniami", to macie wrażenie, że wasze spodnie zaraz się spalą. To dopiero uczucie. Na dworze gorąco, a oni grzeją, jakby panowały siarczyste mrozy. Niemal pusty pociąg przez większą część trasy się wlecze, mijane stacje są bardzo zaniedbane, a dworzec w Bytomiu wygląda jak z horrorów. Myślałem, że w Europie nie zobaczę gorszego dworca niż w stolicy Macedonii - Skopje, a tu taka niespodzianka. Muszę się tam kiedyś wybrać z aparatem fotograficznym.

W Lublińcu przesiadam się na pociąg do Częstochowy. EN57-1918 jest dużo wygodniejszy niż poprzednik. Podróż bardzo przyjemna, pociąg jedzie stosunkowo szybko, a krajobraz za oknem wydaje się o wiele ładniejszy niż na trasie z Katowic do Lublińca. Część trasy biegnie wzdłuż drogi - samochody wyprzedzają pociąg. W pociągu zapełnienie około 25%.

W Częstochowie chciałem kupić coś do zjedzenia - najlepiej kanapkę lub pieczywo. Nie znalazłem nic ciekawego w okolicach dworca. McDonald's na pusty, głodny żołądek też odpada. Ostatecznie zdecydowałem się kupić sobie rogalika w automacie na dworcu. Był tańszy niż rogalik w saloniku Relay. Spoglądam na tablicę odjazdów - zaplanowałem przejazd na stację Będzin Miasto, tam będę pół godziny, później pojadę gdzieś w stronę Gliwic. Jak się później okazało, jeden z pociągów umieszczonych na tablicy odjazdów w weekendy nie kursował. Ale nic, wsiadłem do pociągu 27Web - do Będzina dojechałem w bardzo dobrym nastroju zadowolony z tak komfortowej podróży.

W Będzinie musiałem spędzić godzinę. Wyremontowany budynek dworca w środku wygląda bardzo ładnie. O wyremontowaniu peronów zapomniano. Na dworcu działa kasa biletowa, a ze względu na przejście podziemne pod torami łączące dwie części miasta przez dworzec przewija się dużo najróżniejszych osób. Również dresiarze. Niby wszędzie jest monitoring, ale nie czułem się bezpiecznie. Duży plus natomiast za czyste i bezpłatne toalety na dworcu. To rzadkość. Swój spacer po Będzinie ograniczyłem do ulic otaczających plac przed dworcem oraz do ulicy Stanisława Małachowskiego. Rzuciło mi się w oczy dużo lokali z kebabem, w których nie brakowało klientów. Zresztą to samo zauważyłem w innych miastach. Kebab podbija Polskę.

Do Katowic wróciłem FLIRT-em. Podróż wygodna, lecz 27Web dużo lepszy. Chwilę pospacerowałem po Katowicach, aby zakończyć swoją podróż pociągiem SN82-003 do Oświęcimia odjeżdżających z Katowice o 16:37. Niedziela to dzień powrotów, więc zapełnienie prawie 100%. Podróż do Oświęcimia bez zakłóceń i nieprzewidzianych zdarzeń.

PODSUMOWANIE



Była to jedna z moich krótszych, spokojniejszych podróży. Koleje Śląskie mają duży potencjał, konduktorom trudno cokolwiek zarzucić. Wycieczkę można uznać za udaną, choć mogło być lepiej. Jedyny smutny aspekt to widok zaniedbanych, popadających w ruinę dworców w największych śląskich miastach, jak np. Dąbrowa Górnicza lub Bytom. Szkoda, że to wszystko tak niszczeje.


27Web jako pociąg Częstochowa - Gliwice

Pociąg Katowice - Lubliniec