Świat Podróży Kolejowych

Obserwuj nas


Mapa odwiedzin


Statystyki od 25.04.2017 r.

Free counters!
Strona zakończyła działalność. Informacje w artykułach mogą być nieaktualne.

10.2012 - POZNAŃ


Strona główna --> Moje podróże
Poznań to jedno z moich ulubionych polskich miast. Planowałem wycieczkę do Poznania nie tylko ze względu na zwiedzanie miasta, ale również powodu otwarcia nowego dworca, kolejki parkowej oraz różnorodnego taboru możliwego do sfotografowania na tamtejszym dworcu. Z różnych powodów wycieczka planowana na kwiecień doszła do skutku dopiero w październiku. Wybrałem Bilet Turystyczny Przewozów Regionalnych na przejazdy pociągami REGIO za 37 złotych. Była to najlepsza oferta, ale podróż wiązała się z niedogodnościami. Mimo wszystko postanowiłem zaryzykować.

19.10.2012 - piątek



W rozkładzie jazdy 2011/2012 z Oświęcimia do Katowic kursowały jedynie trzy pociągi dziennie. Dwa poranne i jeden popołudniowy po 15:00. Było jasne, że nie zmieszczę się w okresie ważności biletu Turystycznego, więc bilet na pociąg do Katowic kupiłem osobno. Niemile zaskoczył mnie fakt wycofania tego połączenia z oferty "Połączenie w dobrej cenie". Za bilet musiałem zapłacić 9,5 złotych zamiast 4,5 . To częściowo tłumaczy niskie obłożenie pociągu, w którym większość pasażerów to kolejarze i ich rodziny.

Podróż do Katowic minęła spokojnie. Po drodze próbowałem fotografować mijane stacje. Pani siedząca ze mną w przedziale EN57 chyba się przestraszyła, bowiem po czwartej stacji w popłochu uciekła do innego przedziału. Podróż trwała godzinę, pociąg jechał bardzo powoli, wydając dźwięki męczące uszy.

W Katowicach nadal trwał remont dworca. Udało mi się kupić drożdżówkę na drogę i zdezorientowany próbowałem znaleźć peron, z którego będzie odjeżdżał pociąg Kolei Śląskich do Gliwic, gdzie miałem przesiadkę na pociąg do Opola. Podróżni byli zdezorientowani, zapowiedzi pociągów chaotyczne. W końcu udało mi się wsiąść do właściwego pociągu. Jechał ELF. Muszę powiedzieć, że pociąg nie jest zbyt wygodny, spodziewałem się czegoś lepszego. Kompletnie nie przypadł mi do gustu. Z Gliwic do Opola jechał EN57. Podróż spokojna, obłożenie około 50%, po drodze z okien pociągu widać było jakiś większy pożar.

W Opolu na przesiadkę czekałem ponad godzinę. Kupiłem kilka gazet w sklepiku z przecenioną prasą i książkami. Na dworcu sporo podróżnych, lecz również jacyś podejrzani młodzieńcy zachowujący się, jakby byli pod wpływem narkotyków. Zaczepiali o drobne, nie dałem. Potem zaczepiał inny żebrak, lecz również spotkał się ze stanowczym "nie". Prawdę mówiąc nie chciałbym jechać z takimi ludźmi w przedziale. Na szczęście nie musiałem.

Pociąg do Wrocławia był wypełniony podróżnymi po brzegi. A właściwie do Brzegu, za którym zrobiło się dużo luźniej. Na każdej mijanej stacji widać było grupy młodych ludzi pijących alkohol w ten bardzo ciepły, październikowy wieczór. Do Wrocławia dojechaliśmy ok. 22:30. Poszedłem pospacerować po mieście. Wrocław bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. W centrum dużych młodzieży, rynek tętniący życiem, świetna atmosfera. Przypomniały mi się czasy młodości. Pierwszy raz od kilku lat poczułem coś takiego. Usiadłem na chwilę na rynku wchłaniając tę specyficzną atmosferę. Na dworzec wróciłem po północy. W małej poczekalni nocnej nie było już wolnych miejsc do siedzenia, więc usiadłem na podłodze.

20.10.2013 - sobota



Po pierwszej wparował jakiś nawiedzony "moherowy beret". Najpierw zaczepiał ludzi głośnym pytaniem o pociąg do Ciechocinka, a później zaczął pyskować oraz wygłaszać teorie polityczne. Ludzie mieli go dosyć, o mało nie doszło do rękoczynów, na koniec wyszedł z poczekalni. Na tym się jednak nie skończyło. Podszedł do drugich, zamkniętych drzwi, koło których siedziałem, a właściwie już leżałem próbując usnąć. Zaczął szarpać drzwi, wykrzykiwał coś i groził ludziom pięścią. Koleś obok mnie i ja zaczęliśmy się śmiać pod nosem, pozostali zgromadzeni patrzyli z niedowierzaniem na zachowanie tego człowieka. W końcu poszedł sobie. Zasnąłem. Około 3 nad ranem obudziły mnie ciężkie kroki zbliżających się ochroniarzy. Byłem pewien, że zaraz mnie wyrzucą za leżenie na podłodze, na szczęście przyszli sprawdzić bilet bezdomnemu śpiącemu za kolesiem obok mnie. Karą za brak biletu było wyproszenie z poczekalni. Muszę przyznać, że bezdomny dobrze ucharakteryzował się na podróżnego. Nie śmierdział, wyglądał wprawdzie jak zaniedbany włóczykij, ale zachowywał się kulturalnie. O 4:00 ochrona zamknęła poczekalnię; podróżni przeszli do większej poczekalni w holu dworca, ja poszedłem fotografować pociągi.

Po 5:00 odjeżdżał pociąg do Leszna. EN57, mało pasażerów, większą część podróży przespałem. Po 7:00 byliśmy w spowitym mgłą Lesznie. Było zimno, ale pierwsze promienie słońca przebijały się przez mgłę. Wiedziałem, że czeka mnie piękny, słoneczny dzień. Leszczyński dworzec został niedawno wyremontowany. W środku znajdziemy sklepiki, poczekalnię, czynne gniazdka i toalety za 2 złote. W Lesznie, przy odrobinie szczęścia, można natrafić na ciekawy tabor. Mnie interesowały wagony piętrowe. Nie znalazłem "bip", ale przejechałem się piętrowym do Poznania. W innych wagonach piętrowych na bocznym torze spali bezdomni. Miałem również nadzieję, że z Wolsztyna przyjedzie pociąg prowadzony przez parowóz. Niestety, przyjechał zwykły autobus szynowy. Pociąg do Poznania z początku jechał zapełniony podróżnymi w 40%. Z każdą mijaną stacją podróżnych było coraz więcej, a przed Poznaniem trudno było znaleźć miejsce stojące.


Wagony piętrowe w Lesznie

Odstawiony wagon barowy PR (Leszno)

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłem w Poznaniu, był stojący na peronie, na który wjechał pociąg z Leszna, pociąg do Wolsztyna prowadzony przez parowóz. Pociąg z parowozem odjeżdżał za 3 minuty, pobiegłem szybko sfotografować lokomotywę i sfilmować odjazd pociągu. Nie byłem sam. Na peronie stało jeszcze kilku innych miłośników kolei oraz przypadkowych gapiów. Odjazd bardzo widowiskowy.

Następnie udałem się pozwiedzać nowo otwarty poznański dworzec główny. Dworzec mnie rozczarował. Niby jest ładnie, ale jest zdecydowanie za mały. W jedynym czynnym gniazdku udało mi się podładować baterię do aparatu cyfrowego. Dwie kolejne godziny poświęciłem na fotografowanie pociągów, po czym wybrałem się na miasto. Robiło cię coraz cieplej.


Pociąg Poznań - Wolsztyn

Nowy dworzec Poznań Główny

W Poznaniu najbardziej podoba mi się Stary Rynek i Stary Browar. Po jednym i drugim miejscu mógłbym spacerować godzinami. W Starym Browarze pochodziłem po sklepach, umyłem się w bezpłatnych toaletach, po czym postanowiłem poszukać prysznica. Prysznic miał zostać wybudowany w szaletach pod Rondem Kaponiera. Niestety, Rondo Kaponiera i przejście pod nim było całkowicie rozkopane, a szalety zamknięte na cztery spusty. Wróciłem na dworzec mijając po drodze budynek Dworca Letniego.

Głównym punktem planu mojej wizyty w Poznaniu było odnalezienie "Maltanki" - kolei parkowej nad Jeziorem Maltańskim. Po dłuższym spacerze doszedłem do stacji kolejki. 6 złotych za bilet w jedną stronę to dla mnie za drogo, więc postanowiłem chociaż pochodzić wzdłuż torów fotografując pociąg. Akurat przypadał ostatni weekend kursowania kolejki, pogoda sprzyjała i wyglądało na to, że trafiłem idealnie. W ogóle poznańskie Jezioro "Malta" to bardzo ładny teren rekreacyjny - ścieżki spacerowe, kolejka parkowa, sztuczna skocznia narciarska. Świetne miejsce na długie spacery. Poszedłem do lasu, aby mieć lepsze ujęcie przejeżdżającego pociągu. Pociąg przejechał, czekałem na powrót powrotny. Niestety, w najlepszym miejscu zauważyłem sesję fotograficzną. Z początku myślałem, że to inni miłośnicy kolei "polują" na "Maltankę", a to jakieś wyzywająco ubrane gimnazjalistki robiły sobie "sweet focie". Stanąłem około 50 metrów od nich z obiektywem wycelowanym w ich stronę, bowiem stały tuż przy torach, którymi miał zaraz jechać pociągiem. Nie chciało mi się ich przeganiać. Gapiły się na mnie, pewnie myśląc, że to jakiś zbok stoi, aby coś im zrobić. Trudno, musiałem sfotografować pociąg z nimi w kadrze. Z jednej strony popsuły mi ujęcie, z drugiej zdjęcie wygląda śmiesznie.

Było 16:30. Czas na prysznic. Prysznic znalazłem w szaletach na Ostrowie Tumskim. Młoda kobieta sprzątająca szalety była chyba najładniejszą kobietą, jaką widziałem w historii moich pobytów w Poznaniu. Skorzystanie z prysznica kosztowało 5 złotych. Ręcznik, żel i szampon miałem swoje. Czysty, odświeżony oraz zadowolony spacerowałem sobie po centrum. Słońce już prawie zaszło, a to znak zbliżającego się powrotu.

Po zrobieniu drobnych zakupów w sklepie spożywczym wróciłem na dworzec. Jechałem pociągiem do Wrocławia, który trasę pomiędzy tymi miastami pokonywał w cztery godziny. Po drodze miał jakieś półgodzinne postoje. W pociągu początkowo panował straszny ścisk, każdy centymetr był zajęty, nie dało się ruszyć. Na czwartej stacji wysiadło dużo osób i zrobiło się luźniej. Potem nic już nie pamiętam, bowiem obudził mnie konduktor we Wrocławiu. Przespałem niemal całą podróż. Głupio mi się zrobiło - taki wstyd. Przynajmniej nikt mnie nie okradł.

Po krótkim spacerze po Wrocławiu znów około północy wróciłem na dworzec, aby w poczekalni spędzić kolejną noc.


Kolej parkowa "Maltanka"

Poznański Rynek

21.10.2013 - niedziela



Noc w poczekalni minęła spokojnie. Znów spałem na zimnej podłodze, ale tym razem nic nie zakłóciło mi snu. O 4:00 ochroniarze skierowali podróżnych do normalnej poczekalni. Na dworze było bardzo zimno, natomiast poczekalnię wypełniało przyjemne ciepłe powietrze. Spałem kolejną godzinę, w czasie której ochroniarze przeprowadzili wyrywkową "kontrolę biletów". Kilku śpiących musiało opuścić pomieszczenie. Około 5:30 postanowiłem wstać, kupiłem kawę z automatu i poszedłem fotografować pociągi.

Rano na dworcu były jakieś uroczystości, ale nie pamiętam już, o co chodziło. Nie udało mi się też znaleźć informacji w internecie. Grała orkiestra, były jakieś przemówienia, pociąg specjalny (EN57) odwiózł uczestników tych uroczystości.

Wrocławski dworzec główny po remoncie prezentuje się pięknie. Jest to również mój ulubiony polski dworzec - za wygląd, atmosferę oraz sklepy na poziomie. Naprawdę trudno cokolwiek złego powiedzieć o tym dworcu. Można się ewentualnie przyczepić do toalet - opłata za skorzystanie to 2,5 zł, tylko trzy kabiny, wygląd też bez rewelacji.

Około 8:30 (nie pamiętam dokładnie) pojechałem do Opola pociągiem EN57 AL-1602. Widać było, że to pociąg po modernizacji, ale nie spodziewałem się, że odnotuję tak dużo wejść z wyszukiwarek na zapytanie związane z tym pociągiem. Zalety pociągu siedzenia w jedną stronę jak w autobusie, ekrany LCD, klimatyzacja, gniazdka elektryczne, a także wygląd. Wady - jedna, często psująca się toaleta na cały skład. Na mnie pociąg nie zrobił szczególnego wrażenia, to taki trochę lepszy EN57. Pasażerowie mieli kłopot z korzystaniem z toalety, kilka razy zdarzyło się, że ktoś w środku nie zamknął się, a ktoś inny otworzył drzwi w czasie wykonywania potrzeby. Niemniej do Opola jechało się bardzo wygodnie. Pociąg nie jest zły, po prostu daleko mu do jakości, jaką sobie wyobraża czytelnik po przeczytaniu artykułów pełnych zachwytów nad tym pojazdem.

W Opolu czekałem przez godzinę na pociąg do Gliwic. Czas przeznaczyłem na fotografowanie dworca i pociągów. Tym razem nikt mnie nie zaczepiał z prośbą o drobne. Do Gliwic zawiózł nas EN57-888. Pasażerów bardzo mało. W Gliwicach przesiadka na pociąg Kolei Śląskich do Katowic. Znów jechał ELF. Czterdzieści minut podróży przespałem. W Katowicach miłe zaskoczenie - na sąsiednim peronie stoi pociąg do Oświęcimia, chociaż według wyszukiwarki połączeń miałem czekać godzinę. Szybko się przesiadam i za godzinę jestem z powrotem w moim mieście.

PODSUMOWANIE



Bardzo udana podróż pod każdym względem. Piękny Poznań, piękny wrocławski dworzec, mnóstwo zdjęć pociągów. Za tę cenę nie mogło być lepiej. Wkrótce jednak temperatury znacznie spadły, pogoda się popsuła i była to moja ostatnia podróż w 2012 roku.


Wrocławski dworzec nad ranem

Nocna poczekalnia we Wrocławiu