Świat Podróży Kolejowych

Obserwuj nas


Mapa odwiedzin


Statystyki od 25.04.2017 r.

Free counters!
Strona zakończyła działalność. Informacje w artykułach mogą być nieaktualne.

KÓŁECZKO PO MAŁOPOLSCE - 06.2016


Strona główna --> Moje podróże
Rok po zakończeniu chemioterapii ustąpiła zdecydowana większość skutków ubocznych. Pozostała jedynie obniżona odporność oraz dokuczliwy problem w okresie letnim - nadwrażliwość na słońce. Wystarczy kilkanaście minut na ostrym letnim słońcu i oparzenie słoneczne gotowe. W tym miejscu miała być relacja z podróży na Podkarpacie, zaplanowanej od 5 do 9 lipca 2016 roku w oparciu o prognozy pogody. Niestety, skończyło się na jednodniowym kółeczku po Małopolsce Zachodniej, czyli kolejne niepowodzenie. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Dzień 1 - 05.07.2016


Prognozy pogody na 5 lipca 2016 roku zapowiadały przyjemną, słoneczną pogodę i temperaturę około 25 stopni. W następnych dniach miało się jeszcze ochłodzić, a słońce tylko czasami miało wychodzić zza chmur. Podjąłem więc decyzję o kilkudniowej wycieczce na Podkarpacie.

Planowałem rozpocząć podróż pociągiem do Krakowa o 09:15. Nie chce mi się wstawać o 3 rano na pociąg do Krakowa Płaszowa i przesiadkę na pociąg do Tarnowa (na dworzec z mojego mieszkania idzie się pół godziny), a pomiędzy 8 a 13 pomiędzy Krakowem a Tarnowem nie jedzie żaden pociąg REGIO. Jeden z pociągów ma kilkuminutowe rozkomunikowanie na stacji Kraków Płaszów, podobnie jest w drodze powrotnej. Wcześniej interweniowałem w tej sprawie w Urzędzie Marszałkowskim, ale ze względu na remont linii nie da się nic zrobić.

O 08:00 wychodzę w stronę dworca. Na dworze ciepło, słońce nieprzyjemne, boję się co będzie. Idę na śniadanie do oświęcimskiego McDonald'a - kupuję 2 for U, kawę + tosta za 5 złotych. Śniadanie jak zwykle smaczne, jednak wtedy jeszcze nie skojarzyłem kłopotów podczas poprzedniej podróży z kawą i popełniłem ten sam błąd.

O 09:00 melduję się na oświęcimskim dworcu tymczasowym. Potrzebuję tylko zalegalizować REGIOKarnet, a do kasy spora kolejka. Oczywiście mógłbym to zrobić bez kolejki, lecz spróbujcie wytłumaczyć to ludziom niecierpliwie czekającym, aby kupić bilet. O 09:05 bilet kupuje cudzoziemka, przede mną w kolejce jest tylko jeden mężczyna. Niestety, akurat zawiesza się komputer i kilka minut zajmuje restart. Legalizuję karnet dopiero o 09:12, po czym biegnę na pociąg.

Do Krakowa jedzie ED72-012, obłożenie zaskakująco niskie.

Na peronach oświęcimskiego dworca praca wre - w związku ze zbliżającymi się Światowymi Dniami Młodzieży wymieniane są płyty na peronach. Ślady przygotowań do imprezy widać na kolejnych stacjach - w Libiążu na peronach zainstalowano nowe ławki, w Trzebini pomalowano elewację dworca, podobnie jak w Zabierzowie, gdzie na budynku stacji nie ma śladu po szpecącym to miejsce graffiti - dwa budynki w żółtym kolorze.

Prędkość do Trzebini nie najgorsza, pociąg czasami pędzi, czasami zwalnia, ale nie jest źle. Przy wjeździe do Trzebini pasażerów wita charakterystyczny zapach ropy z miejscowej rafinerii. Kilka sekund po odjeździe pociągu z tej stacji na peron wpada zziajany chłopak w wieku około 18 lat z dużą walizką; zrezygnowany macha ręką, aby zatrzymać pociąg, ale ten jedzie dalej. Pewnie chłopak z rodzinką (reszta rodziny była na kładce nad torami) wybierał się na urlop, ale przez spóźnienie na pociąg do Krakowa nie zdąży na pociąg nad morze i będzie musiał zmienić plany.

Podróż z Trzebini do Krakowa trwa godzinę. Pociąg jedzie bardzo powoli i z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy na tym odcinku pędził, ale wtedy znów bardzo powoli jechał z Oświęcimia do Trzebini. Wątpię, czy kiedykolwiek skończą remont linii Katowice - Kraków.

W przedziale (wagonie) razem ze mną jadą cztery dziewczyny w wieku licealnym, które również wsiadły w Oświęcimiu. Siedzą przede mną, więc słyszę, co mówią i co robią. Na odcinku do Trzebini robią sobie selfie i cieszą się z polubień na portalach społecznościowych, za Trzebinią również im podróż zaczyna się dłużyć, więc kładą się na siedzeniach, po dwie w każdym rzędzie. Za Dulową zaczynają nucić piosenki. Poza mną i wspomnianymi dziewczynami od Krzeszowic jadą dwie inne dziewczyny w wieku licealnym oraz pani w średnim wieku. Jak na pociągi do Krakowa, to bardzo mało pasażerów.


Dworzec tymczasowy w Oświęcimiu

Dworzec podziemny Kraków Główny

Na stacji Kraków Główny pociąg kończy bieg. Z innych wagonów wysiada dużo więcej pasażerów niż z mojego. Mam 10 minut na przesiadkę na pociąg Kolei Małopolskich do Wieliczki. Przesiadka bez problemu. W klimatyzowanym pociągu jedzie bardzo dużo turystów. Jako konduktorki pracują studentki. Na nieczynnej stacji Kraków Zabłocie wszyscy gapią się na filary budowanej łącznicy pozwalającej w przyszłości ominąć stację Kraków Płaszów pociągom z Krakowa Głównego do Zakopanego, Bielska-Białej i Oświęcimia. Podczas postoju w Płaszowie przez okno dostrzegam młodą kobietę wyróżniającą się urodą i zastanawiam się, co ona robi na kolei. Choć powinienem podziwiać budynek dworca po remoncie, to nie mogę oderwać od niej oczu.

Dalsza część podróży mija szybko. Na chwileczkę idę do toalety, gdzie zamieszczono szczegółową instrukcję zamykania drzwi - najpierw trzeba nacisnąć przycisk w środku toalety, później dopiero zaryglować drzwi. Otwieranie drzwi w taki sam sposób - przycisk w środku toalety, potem dopiero przekręcamy zamek w drzwiach. Nie dziwię się, iż sporo ludzi miało tym problem.

Przy remontowanym od lat dworcu w Wieliczce urządzono parking w ramach programu Park & Ride. Sądząc po liczbie zaparkowanych samochodów, inicjatywa bardzo udana. Z okien pociągu widać ścieżki spacerowe i tężnie.

Pociąg kończy bieg na stacji Wieliczka Rynek. Otoczenie stacji jest dużo ładniejsze niż na Google Street View, przy stacji urządzono węzeł przesiadkowy - zatrzymują się tu autobusy komunikacji podmiejskiej, udostępniono bezpłatne toalety, a oprócz nich czynnych jest kilka sklepików z pamiątkami. Pobyt w Wieliczce rozpoczynam od fotografowania pociągu Kolei Małopolskich. Nagle słyszę za sobą głos mężczyzny ostrzyżonego na łyso z dość dużą bródką. Z początku myślałem, że jest agentem, dopiero potem zrozumiałem swoją pomyłkę, bowiem to konduktor Kolei Małopolskich pytał się mnie, czy chcę sobie zrobić zdjęcie z pociągiem. Ja wystraszony odpowiedziałem "nie, nie, ja tylko tak fotografuję".

Kopalnia znajduje się bardzo blisko stacji, dojście do niej zajmuje 5 minut. Przy kasach i wejściach do kopalni kłębią się tłumy. W kopalni soli byłem ponad 20 lat temu, z ówczesnej wizyty pamiętam piękną komnatę oraz zlizywanie soli ze ścian, po czym przez kilkanaście minut chciało się wymiotować. Dziś jestem tu tylko przejazdem.

Za wejściem do kopalni rozciąga się ładny park ze ścieżkami prowadzącymi do tężni solankowych, po drodze można też podziwiać parowóz-eksponat. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie grupa hałaśliwej młodzieży w altance parkowej. Na szczęście po kilku minutach znikają w tłumie turystów czekających na wejście.


Pociąg Kolei Małopolskich na stacji Wieliczka Rynek

Wieliczka - Szyb "Regis"

Słońce jest bardzo nieprzyjemne i już po kilkunastu minutach odczuwam dolegliwości związane z jego oddziaływaniem. Temperatura odczuwalna jest znacznie wyższa niż 25 stopni, zaczyna mnie piec skóra i boleć głowa. Po części to wina porannej kawy oraz leku, który zażyłem dzień wcześniej, jest jednak dla mnie jasne, że będę musiał zrezygnować z dalszej części podróży.

Przemierzam centrum Wieliczki przez rynek, szczególnie zdziwiły mnie jakieś bohomazy w miejscu trójwymiarowego malowidła pt. "Solny świat". Albo jestem ślepy, albo miałem pecha, bo widok w miejscu malowidła znacznie się różnił od tego co widać na zdjęciach w internecie. Rynek Górny na zdjęciach również wydawał mi się znacznie większy.

Centrum Wieliczki jest małe, atrakcje skupione na niewielkiej powierzchni, więc szybko można zobaczyć Rynek Górny, Zamek Żupny, fragmenty murów miejskich i kościół św. Klemensa. Ze względu na złe samopoczucie związane z pobytem na słońcu, szybko wracam na stację Wieliczka Rynek, tam wsiadam do pociągu jadącego na lotnisko w Balicach.

W klimatyzowanym pociągu odzyskuję siły, czuję jedynie piekącą skórę. Wysiadam na stacji Kraków Płaszów, gdzie zwiedzam klimatyzowany dworzec. Zastanawiam się, co robić dalej. Dworzec wyremontowano, na jednym z peronów wymieniono nawierzchnię, natomiast przejście podziemne i okolica dworca nadal straszą. W pawilonach przy dworcu działa kiosk wielobranżowy z fast-foodami, pijalnia alkoholu oferująca również zapiekanki, pizzeria, w której przesiadują dresiarze, całodobowy sklep z alkoholami oraz bar orientalny, gdzie poza obsługą nie ma nikogo. Przygnębiająca okolica.

Na dworcu otwarto ładny bar o nazwie "Szalona Lokomotywa". Po przestudiowaniu menu postanowiłem spróbować kanapki z grilla na ciepło za 6 złotych, ale od sprzedawczyni usłyszałem, że nie mają kanapek. Podejmuję decyzję o zaliczeniu linii do lotniska w Balicach, a później o powrocie do Oświęcimia reaktywowaną trasą Kraków Płaszów - Skawina - Oświęcim. Siadam na peronie, patrzę, a obok mnie siedzi piękna dziewczyna, o której pisałem opisując przejazd pociągiem do Wieliczki. Przyglądam się ukradkiem, patrzę no i takiej piękności dawno nie widziałem. Z zamyślenia wyrywa mnie zapowiedź pociągu do Rzeszowa. Z ciekawości zobaczę, co pojedzie i jakie będzie obłożenie. Na szczęście nie zdążyłem się zakochać, o co w tym przypadku nietrudno.


Dworzec Kraków Płaszów po remoncie

Dworzec Kraków Płaszów po remoncie

Do Rzeszowa jedzie podkarpacki Impuls. Pojazd wygodny, klimatyzowany i zatłoczony tak bardzo, że konduktor musi dopychać pasażerów, aby zamknęły się drzwi. W sumie nawet gdybym dobrze się czuł, nie bardzo chciałoby mi się jechać w takich warunkach.

Za kilka minut podjeżdża pociąg Kolei Małopolskich relacji Wieliczka - Kraków Lotnisko. Moja ulubienica wsiada do tego pociągu i okazuje się, że jest konduktorką. Siedzę w sektorze obsługiwanym przez inną konduktorkę. Podróż bardzo szybka i przyjemna.

Wizytę w Balicach ograniczam do zrobienia kilku zdjęć lotniskowej stacji, po czym wsiadam do pociągu, gdzie czekam około 20 minut na odjazd (na stacji Kraków Lotnisko jak i Wieliczka Rynek nie ma rozkładów jazdy, a wyświetlacze nie działają). Nie chcę iść na lotnisko, ponieważ obawiam się, iż z dużym plecakiem i aparatem w ręku zostałbym wzięty za terrorystę.

Z lotniska do pociągu wsiadło jeszcze kilka zakonnic, Polka z Arabem, pojedynczy podróżni oraz na oko dziesięcioletni miłośnik transportu zbiorowego z rodzicami. Rodzinka zajęła miejsce obok mnie. Nie byłoby w tym nic złego, bo dzieciak sporo wiedział, ale jak to dzieciak - musi dzielić się swoją wiedzą ze wszystkimi naokoło i przez cały przejazd do Krakowa Głównego gadał jak najęty. Konduktorka dziwiła się, że tak szybko wracam. Moja ulubienica też jechała, lecz w innej części pociągu i dobrze, bo jakbym się zapatrzył, to pewnie wysiadłbym na niewłaściwej stacji.

W Krakowie mam ponad 40 minut. Na dworcu i w Galerii Krakowskiej ogromne kolejki do lokali gastronomicznych, a do kas biletowych jeszcze większe. Poszedłem na zakupy na Stary Kleparz. Kupiłem trochę warzyw, lecz nie znalazłem tego, co szukałem.


Podkarpacki Impuls jako pociąg Kraków - Rzeszów

Stacja Kraków Lotnisko

Pociągiem Kolei Małopolskich jadę ponownie na dworzec Kraków Płaszów, gdzie będę czekał na pociąg do Oświęcimia. W pociągu jest inna drużyna konduktorska, między innymi pan, którego w Wieliczce wziąłem za agenta służb specjalnych. Na marginesie, to muszę pochwalić młodych konduktorów Kolei Małopolskich - świetnie wywiązują się z obowiązków, są mili, uprzejmi, w pociągach panuje przyjemna atmosfera.

Czas pozostały do odjazdu pociągu do Oświęcimia przeznaczam na poszukiwanie miejsca, gdzie mógłbym kupić coś do jedzenia. Pawilony handlowe przy dworcu nie budzą mojego zaufania, idę trochę dalej, a tam pijalnia alkoholi i nieczynna piekarnia. Po drugiej stronie ulicy "Żabka" i delikatesy "Lewiatan". Wchodzę do delikatesów, bo w "Żabkach" różnie bywa z cenami. W delikatesach widok cen zachęca mnie do jak najszybszego opuszczenia sklepu, nie ma nic ciekawego z pieczywa, a nie chcę wychodzić bez zakupów, aby nie wzięto mnie za złodzieja, dlatego kupuję herbatniki za 80 groszy. Idę do kasy, a tam pani, której bardzo długo zajmuje zdecydowanie się na zakupy, dodatkowo płaci kartą. Stoję za nią, za mną ustawiają się dwie młode panie. Druga kasjerka otwiera drugą kasę, a dwie panie rzucają się do kasy jak wściekłe. Czyli znów wyszedłem na frajera, bo jako pierwsza jest obsługiwana ta, co stała jako ostatnia. Obie mają pełne koszyki na zakupy, ja mam tylko herbatniki, a muszę swoje odstać, bo pani niezdecydowana po zapłaceniu kartą jeszcze chce coś kupić.

Wróciłem na dworzec, wsiadłem do pociągu do Oświęcimia. Przez Kraków pociąg się wlecze, później przyspiesza, w Skawinie wysiada większość pasażerów. Dalej jadą głównie kolejarze, przy obecnym rozkładzie jazdy nie wróżę tej linii sukcesu. Na odcinku Brzeźnica - Zator prędkość bardzo spada, jedziemy około 30 km/h. Na zaniedbanych stacjach wsiadają i wysiadają pojedyncze osoby. Zastanawiam się, jak wygląda stacja w Zatorze - w końcu dużo osób przyjeżdża do Energylandii i Doliny Karpia. Jak się okazuje, stacja niewiele zmieniła się od 4 lat. Budynek nadal straszy, baner reklamowy Energylandii na elewacji budynku potęguje wrażenie brzydoty, a jedyna zmiana to toi-toi ustawiony za budynkiem.


Pociąg z Krakowa Płaszowa do Oświęcimia

Dworzec w Spytkowicach

Za Zatorem pociąg się rozpędza i jedzie 60-70 km/h. Zwalnia we Włosienicy, gdzie zlikwidowano postój handlowy. Przez Oświęcim przejeżdża bardzo powoli, na wysokości niedawno wyburzonej przepompowni widać pierwsze prace przy budowie planowanej estakady nad torami - części obwodnicy Oświęcimia.

W końcu skład wtacza się na peron 1 oświęcimskiego dworca. Z pociągu wysiada tylko kilka osób. Połączenie miałoby szanse na utrzymanie, gdyby rozkład jazdy był lepszy i pociągi byłyby skomunikowane z pociągami w stronę Tarnowa; nie może być tak, że dojeżdżamy do Krakowa Płaszowa, a pociąg relacji np. Kraków - Rzeszów odjeżdża planowo minutę czy dwie przed pociągiem z Oświęcimia. Na razie to jednak niewykonalne.

Powrót do domu pieszo. Słońce nadal grzeje, jest duszno i parno.

Podsumowanie


Wyjątkowo nieudana podróż. Gdybym pojechał o dzień później, pewnie dojechałbym na Podkarpacie bez problemów. Morał z tej podróży: "Spiesz się powoli".