Świat Podróży Kolejowych

Obserwuj nas


Mapa odwiedzin


Statystyki od 25.04.2017 r.

Free counters!
Strona zakończyła działalność. Informacje w artykułach mogą być nieaktualne.

OPOLE 9.2015


Strona główna --> Moje podróże
Jak niektórzy z was wiedzą, w tym roku zmagałem się z chorobą nowotworową. Jak to wygląda - najpierw operacja, potem dużo bardziej wyczerpująca chemioterapia. I można jedynie modlić się, aby nie było nawrotu choroby. Po trzech miesiącach od zakończenia chemioterapii uznałem, że pora zacząć wracać do normalnego życia. Zalecono mi ruch i podróże, dlatego zamierzałem się wybrać w krótką podróż - trochę dalej niż województwo śląskie i na tyle blisko, aby szybko wrócić do domu w razie problemów, bowiem nie byłem pewny swoich sił.

Wybór padł na Opole. Miasto bardzo dobre jako baza wypadowa, łatwo też wrócić pociągiem PKP Intercity do Katowic, a stamtąd do domu. Do tego dwa tygodnie przed planowaną podróżą na opolskim dworcu otwarto Railway Hostel - bardzo dobrze zapowiadający się hostel nie tylko dla miłośników kolei. Przy okazji postanowiłem przetestować obiekt.

Dzień 1 - 28.09.2015 Lewin Brzeski, Brzeg, Opole


Pierwsza część mojej podróży to przejazd z Oświęcimia do Katowic. Pociąg odjeżdżał o 08:44. Zostały mi do wykorzystania dwa dni REGIOKarnetu, poszedłem więc zalegalizować bilet do kasy. Obyło się bez problemów, choć jeszcze 10 września jedna z kasjerek twierdziła, że REGIOKarnet i Bilet Turystyczny zostały zlikwidowane. Podróż z Oświęcimia do Katowic EN57 dłużyła się jak zwykle. Prędkość szlakowa na większości trasy bardzo niska, pasażerów dość dużo. Ogółem nic ciekawego.

W Katowicach przesiadka do pociągu Częstochowa - Gliwice. Zaplanowałem spacer po Gliwicach w oczekiwaniu na kolejną przesiadkę. Pociąg do Gliwic według rozkładu odjeżdża o 10:19. Z megafonów rozległa się informacja o pięciominutowym opóźnieniu. Opóźnienie wzrosło do 10 minut, potem do piętnastu. Na koniec ELF wtoczył się na peron. W środku bardzo dużo osób. Stoimy, stoimy i stoimy. Około 10:45 maszynista przez radiowęzeł informuje pasażerów, iż odjedziemy dopiero o 10:55. Potrzebowałem skorzystać z toalety. W pociągu jest jedna toaleta, więc przeszedłem na początek składu, a tam już pięć osób w kolejce. Poszedłem więc do dworcowej toalety, a kiedy wróciłem, pociąg oddalał się od peronu. Myślę - będzie po wycieczce. Na szczęście następny pociąg jechał już za około 20 minut. Również podjechał ELF - poza wycieczką szkolną z jakiejś szkoły podstawowej pasażerów bardzo mało.

Do Gliwic dojeżdżamy przed dwunastą. Dworzec rozkopany, przejście podziemne bardzo wąskie. Powstająca konstrukcja hali peronowej prezentuje się bardzo ładnie. Sfotografowałem plac budowy i dworzec kontenerowy, po czym wróciłem na peron. Do Opola jechałem pociągiem relacji Gliwice - Brzeg przez Nysę, a w Kędzierzynie-Koźlu przesiadałem się się na pociąg Kędzierzyn-Koźle - Opole.

Pociąg do Brzegu miał odjechać o 12:16. Na niewielkim czynnym fragmencie peronu kłębił się tłum ściśniętych ludzi. Pociąg opóźniony o 10 minut. Podjechał SA103-003. Patrzyłem na ten szynobus i zastanawiałem się, jak ludzie się zmieszczą. Na szczęście udało się nawet znaleźć miejsce do siedzenia. W środku pojazdu zmieści się znacznie więcej osób niż wydawało się z zewnątrz. Pociągiem jechało się całkiem przyjemnie, podróżnych stopniowo ubywało, ogólne wrażenie psuła nieczynna toaleta.


Remontowany dworzec w Gliwicach

SA103-003 jako pociąg Gliwice - Brzeg

W Kędzierzynie-Koźlu przesiadka na pociąg do Opola. Tym razem SA137-003. Pojazd bardzo wygodny, klimatyzowany, w środku niewielu pasażerów.

Pociąg skończył bieg w Opolu. Zamierzałem dojechać do Oławy, dlatego przesiadłem się do EN57 relacji Opole - Wrocław. Znalazłem miejsce w przedsionku, gdzie stało już kilka osób. Przejazd dość szybki. Z okien EN57 widziałem, jak jeden z pasażerów szynobusa śpiący jedzie na bocznicę. Konduktor go nie obudził.

Na sfotografowanie dworca w Oławie miałem ponad 20 minut. Dworzec w środku wygląda nie najgorzej. Na schodach do przejścia podziemnego siedział naćpany jegomość w młodym wieku, poza tym miejsce przyjemne - tuż przy dworcu ładny park, spokój, cisza, tylko trochę daleko od centrum miasta.

Z Oławy pojechałem do Lewina Brzeskiego. Dworzec z wyremontowanymi peronami, z dworca do rynku szedłem około 10 minut. Nie sposób zabłądzić - idzie się cały czas prosto, aż zobaczymy skierowaną w prawo strzałkę z napisem "Rynek". Na rynku czuć małomiasteczkową atmosferę, ludzie niespiesznie podążają w różnych kierunkach, tu i tam kręcą się żule, czasami nawet można zobaczyć koksów. Kilka rodzinnych obiektów gastronomicznych, ratusz, mały skwer z ławeczkami - bardzo sympatyczne miejsce. Zwiedzanie zakończyłem na uliczkach wokół rynku, trzeba było wracać tą samą drogą na pociąg. Wrażenie z miasta pozytywne - poza rynkiem niewiele budynków godnych uwagi, mimo to podobało mi się.

Zobacz więcej na blogu "Kolej na Podróż":
Lewin Brzeski
Lewin Brzeski - stacja kolejowa


Dworzec w Oławie

Lewin Brzeski

Przedostatnim celem w tym dniu był Brzeg. Z Lewina Brzeskiego pojechałem tam EN57 relacji Opole - Brzeg. To typowy pociąg przeznaczony dla dojeżdżających do pracy. W środku pełno, ale znalazłem wolne miejsce. Wyglądało to tak, jakby wszyscy pasażerowie się znali, a konduktorka dziwiła się, iż jest ktoś, kto ma inny bilet niż miesięczny. Część pasażerów zasypiała, na twarzach pozostałych malowało się zmęczenie. Zmęczenie pracą, zmęczenie życiem, bezsensowną gonitwą za czymś, co ma niewielką wartość.

Na spacer po centrum Brzegu poświęciłem znacznie więcej czasu. Miasto trochę niedoceniane, miejscami bardzo ładne, miejscami koszmarne. Mimo to warte odwiedzenia. O ile wyremontowany dworzec kolejowy jest wizytówką miasta, to nie można tego powiedzieć o dworcu autobusowym położonym po drugiej stronie ulicy. Na schodach przy peronie znów zobaczyłem naćpanego osobnika z Oławy z osobą towarzyszącą. Pobliski skwer i droga do centrum też nie robią najlepszego wrażenia. Zabytkowa część byłaby bardzo dobra, lecz jak tu nie wspomnieć o galerii handlowej, czy budynku ośrodka kultury przy reprezentacyjnej ulicy miasta, skutecznie psujących najlepsze wysiłki rewitalizacyjne. Zwraca uwagę duży budynek sądu. Zawiódł mnie zamknięty dziedziniec zamku, samo centrum wygląda trochę lepiej niż w przeciętnych polskich miastach, nie powala jednak na kolana. Na dworzec wróciłem przez park miejski, duża niespodzianka to ładne, czasami niszczejące wille przy niektórych ulicach.

Oczekiwanie na pociąg do Opola wypełniało mi fotografowanie pociągów. Podobnie jak na innych dworcach województwa opolskiego, na peronie dużo osób nie przestrzegało zakazu palenia. W holu dworca chciało mi się śmiać, jak kioskarka z saloniku prasowego wychodziła na papierosa przed wejście do budynku, zostawiając drzwi otwarte. Co pociągnęła kilka razy, to wchodził klient. Musiała się wrócić z papierosem i tak cztery razy. Nie dała po sobie poznać zdenerwowania.

Zobacz więcej na blogu "Kolej na Podróż":
Brzeg
Brzeg - dworzec kolejowy


Dworzec w Brzegu

Centrum Brzegu

Do Opola zawiózł mnie EN57 serii AL. Dość wygodny pojazd, pasażerów tym razem niezbyt dużo, irytowały jedynie nieaktualne informacje na wyświetlaczach - przydałoby się zaktualizować chociaż informacje o cenach i promocjach, bo od 2013 roku sporo się zmieniło. Na dworcu w Opolu po raz kolejny dziś widzę ćpuna z jego towarzyszem.

W Opolu zameldowałem się w hostelu, obyło się bez problemów. Wykupiłem miejsce w pokoju dwuosobowym, byłem jednak sam ze względu na małą liczbę gości. Po załatwieniu formalności ruszyłem na miasto. Dochodziła 19:00, więc zbliżała się pora tzw. Happy Hour w niektórych restauracjach. Swoje pierwsze kroki skierowałem do galerii handlowej "Solaris", bowiem myślałem, że to właśnie tam w restauracjach będzie obniżka 50%. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. Wpadłem w panikę, nie miałem pojęcia, gdzie zjeść dobry i niedrogi obiad. Poszedłem w stronę opolskiego rynku. Przy jednej z restauracji kłębił się tłum ludzi. Podchodzę do drzwi, patrzę - od 19:00 do 20:00 jedzenie na wagę za połowę ceny. Minął kwadrans po dziewiętnastej, dlatego nie należało spodziewać się dużego wyboru potraw. Nałożyłem na talerz wszystkiego po trochu, na wadze wyszła cena 6,25 zł, dokupiłem kompot za 2,2 zł. Wśród klientów sporo studentów programu Socrates-Erasmus. Jedzenie smaczne, nie miałem żadnych kłopotów żołądkowych.

Zobacz więcej na blogu "Kolej na Podróż":
Opole Opole Główne - dworzec kolejowy
Railway Hostel w Opolu - recenzja


Opolska Młynówka po zmroku

Pokój w hostelu

Pospacerowałem trochę po centrum Opola. Do dłuższego spaceru zniechęciła mnie duża liczba żuli i żebraków, na szczęście niezbyt nachalnych. Poszedłem na zakupy do "Biedronki". Pieczywa już nie było, moje zakupy to dwie butelki 0,5 l wody "Polaris", za które zapłaciłem łącznie około 1 zł. Przy kasie młodzi lewacy (z wyglądu anarchiści) za piwa płacili drobnymi 5, 10 i 20 groszy. W kolejce wszyscy się zastanawiali, po co płacą takimi drobnymi? Wszyscy, poza mną, bo wiedziałem, że mam do czynienia z osobnikami, którzy podchodzą do przechodniów prosząc o drobne lub siadają z karteczką z napisem "zbieramy na piwo", a ludzie dają im drobne.

Dzień skończyłem na zakupie małej kanapki w dworcowym sklepie Carrefour Express (3,99 zł).

Dzień 2 - 29.09.2015

W nocy zbudził mnie pociąg towarowy, natomiast rano nie chciało mi się wstawać. Nie, żebym się nie wyspał, po prostu materace w Railway Hostel były bardzo wygodne a pościel to strzał w dziesiątkę. W końcu wziąłem prysznic, po czym poszedłem na spacer po centrum. Został mi do wykorzystania jeden dzień biletu REGIOKarnet, zastanawiałem się, dokąd pojechać. Z początku planowałem Nysę lub Ostrzeszów i Kluczbork, na koniec zdecydowałem się na Byczynę i Kluczbork, co okazało się najlepszą decyzją. Moje śniadanie to drożdżówka (1,6 zł) oraz kanapka z szynką i serem (3 zł).

O tym, że nie pojechałem do Nysy, zadecydował przypadek. Sprawdzałem cenę biletu na biletomacie - pokazywało cenę bardzo niską, gdybym kupił bilet jednorazowy, nie musiałbym wykorzystywać ostatniego dnia ważności REGIOKarnetu. Sprawdzając cenę przeczytałem w wyjaśnieniach "nie dotyczy posiadaczy REGIOKarty". Niestety, przeczytałem błędnie, ponieważ cena pokazywana przez biletomat była właśnie dla posiadaczy REGIOKarty, o czym dowiedziałem się, kiedy przeszedłem do transakcji. Cena biletu w jedną stronę to 13,5 zł, z REGIOKarnetem wychodzi niewiele taniej, ale jednak taniej, a dodatkowo można zrobić "kółeczko" przez Grodków Śląski i Brzeg. Poszedłem do kasy zalegalizować REGIOKarnet, a tu czynne tylko dwie kasy, w tym jedna PKP Intercity. Duża kolejka, niektórzy od kasy odchodzą z kwitkiem. Na chwilę otwarto trzecie okienko, po obsłużeniu jednego klienta kasjerka zakończyła pracę. Karnet udało mi się zalegalizować już po odjeździe pociągu do Nysy. Pozostał mi więc jedynie przejazd pociągiem do Kluczborka i dalej do Byczyny. Tutaj też nie opłacało mi się jechać z REGIOKarnetem - bilet do Kluczborka kosztował 4,5 złotego, z Kluczborka do Byczyny 6,5 złotego. Za przejazd w dwie strony zapłaciłbym 22 złote. Straciłem 3 złote, ale wrażenia z podróży wynagrodziły mi tę ogromną stratę. Inna sprawa, iż nie znałem na pamięć tabeli opłat oferty "Połączenie w dobrej cenie".


EN57 w wersji AL i Pendolino

SA134-009 jako pociąg Opole - Kluczbork

Przejazd do Kluczborka wyremontowaną linią kolejową to coś niesamowitego. Zawsze podobały mi się urokliwe linie kolejowe prowadzące przez wioski, opuszczone stacje, obsługiwane przez szynobusy, czy czeskie motoraczki. Tutaj SA134-009 spisywał się znakomicie. Wygodny, prędkość szlakowa przyzwoita, linia z klimatem. Nie potrafię opisać, jaką radość sprawił mi przejazd tą linią. Wrażenie psuły dwujęzyczne nazwy miejscowości w niektórych miejscach - cóż, widać wpływy mniejszości niemieckiej. Ze stacji najładniej prezentowała się stacja Bukowo, przypominająca zadbane małe stacyjki kolejowe na Litwie.

W Kluczborku kilkadziesiąt minut oczekiwania na przesiadkę. Fotografowałem dworzec patrolowany przez starszych funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei. Panom bardzo się nudziło, bo zaczęli mnie wypytywać o cel robienia zdjęć i straszyć wysokimi karami pieniężnymi za publikowanie tych zdjęć w internecie. Słowami "koniec rozmowy" funkcjonariusz dał mi znać, kiedy należy przestać kulturalnie dyskutować. Na szczęście podstawili już pociąg jadący w stronę Byczyny - zwykły EN57-1824.

Tory pomiędzy Kluczborkiem a Ostrzeszowem zostały niedawno wyremontowane, jedzie się bardzo szybko. Wyremontowano też perony na stacyjkach. Niestety, budynki są opuszczone i niszczeją, o czym przekonałem się choćby wysiadając na stacji Byczyna Kluczborska. Stacja puściutka, robotnicy wymieniali głośniki, z których co jakiś czas rozbrzmiewały komunikaty testowe. Hol dworca zdewastowany, czuć zapach charakterystyczny dla starych budynków (nie mówię tu o zapachu odchodów). O cywilizacji przypominają niedalekie bloki oraz ładny samochód zaparkowany przed dworcem, skutecznie psujący kadr budynku.

Z dworca ruszyłem do centrum Byczyny. Stary chodnik, zaniedbana ulica. Czułem się tak, jakbym nagle cofnął się w czasie o kilkadziesiąt lat. Po prawej stronie opuszczone budynki. Dochodzę do dawnego gołębnika - tu chyba nikt nie zaglądał od lat. Cywilizację przypominają nieliczne nowe domki jednorodzinne kilkadziesiąt metrów dalej. Idąc dalej ulicą doszedłem do skweru, później minąłem cmentarz, gdzie babcia opatulona chustami modliła się nad czyimś grobem, widok po prostu surrealistyczny. Z zamyślenia wyrwały mnie samochody przejeżdżające po głównej ulicy.

Po dziesięciu minutach od wyjścia z budynku dworca dotarłem do jednej z bram miejskich. W Byczynie zachował się średniowieczny układ urbanistyczny - niewielkie centrum miasta otoczone jest murami o długości około metra. Zastanawiałem się, co będę robił w tym mieście trzy godziny. Na koniec spacerowałem, spacerowałem i spacerowałem. Okrążyłem centrum miasta wiele razy, chodziłem po parkach wokół murów miejskich - po raz kolejny tego dnia poczułem niezwykłą atmosferę, której nie da się opisać słowami. Po prostu trzeba przyjechać i samemu to poczuć, o ile jest się w stanie na chwilę oderwać od codziennych spraw, zamyślić, uruchomić wyobraźnię, aby delektować się niesamowitą atmosferą. Część Byczyny jest piękna, budynki wybudowane po wojnie w miejscu zniszczonych obiektów strasznie szpecą to miasto. Wszystko rekompensuje atmosfera. W żadnym innym mieście nie czułem się tak jak w Byczynie, nawet w wychwalanych pod niebiosa czeskich miasteczkach. Polecam artykuł na blogu "Kolej na Podróż"

Na stację wracałem tą samą trasą. Na miejsce dotarłem około 25 minut przed przyjazdem pociągu i trochę się nudziłem. W opuszczonym holu dworca nie było gdzie usiąść, na krzesełku pod wiatą prażyło słońce. W końcu przyjechał Turbokibel EN57-1025 relacji Poznań - Kluczbork. Pociąg bardzo wygodny, dwie toalety z obiegiem zamkniętym, wygodne fotele, wyświetlacze LCD, do tego czynne gniazdko przy każdej parze siedzeń. Podróż krótka - około 16 minut. Zdążyłem w tym czasie trochę podładować baterię w aparacie cyfrowym.

Zobacz więcej na blogu "Kolej na Podróż":
Byczyna
Byczyna Kluczborska - stacja kolejowa


Byczyna

Kluczbork

W Kluczborku kilka zdjęć pociągu i spacer do centrum miasta. Kiedy idzie się kładką nad torami, nozdrza uderzają nieprzyjemne zapachy z zakładu napraw taboru. Tuż za zakładem przepływa niewielki kanał Młynówka, przy zejściu z kładki stoi plan miasta, dzięki czemu nie ma szans, aby się zgubić. Wystarczy tylko skręcić w prawo przy pierwszym większym skrzyżowaniu. Ulica Dworcowa wygląda na jakąś wiejską ulicę, ale wzmożony ruch na najbliższym skrzyżowaniu przypomina, że jestem w mieście powiatowym. Zwraca uwagę opuszczony budynek hotelu oraz groźnie wyglądający osobnicy z workami wypełnionymi węglem jadący na rowerach po ruchliwej drodze, mający za nic przepisy ruchu drogowego. Lepiej uważać. W drodze do rynku widzę ładne budynki szkół, ciekawy mural, nie czuję się jednak bezpiecznie.

Poczucie zagrożenia nie opuszcza mnie także na rynku - pod ratuszem siedzi grupka pijaków, cztery osoby głośno kłócą się o coś, a donośny wrzask jednej z pań z towarzystwa słychać pewnie nie tylko na rynku. Ratusz ładny, zabudowa rynku niebrzydka, ogólne wrażenie psuje budynek będący siedzibą jednego z banków. Trochę dalej warto zobaczyć tzw. Bramę Krakowską z zabytkową wieżą ciśnień oraz kolekcję uli. Duży plus za zadbane tereny zielone. Podczas zwiedzania Kluczborka poczułem gwałtowne osłabienie, co dla mnie oznaczało koniec z szaleńczym zwiedzaniem. Potrzebowałem szybko zjeść drożdżówkę. Wszedłem do piekarni, mówiąc "dzień dobry", w środku nikogo z obsługi. Poczekałem minutę, powtórzyłem głośniej "dzień dobry". Postałem jeszcze trzy minuty, nie zjawił się nikt z obsługi, więc wyszedłem. Drożdżówkę kupiłem w innej piekarni, ponadto poszedłem na podwójną porcję frytek za 3,6 zł w barze tuż przy rynku. Jak zauważyłem, takie bary z frytkami to typowe zjawisko na Opolszczyźnie. Nie jest to nic zdrowego ani specjalnie smacznego, lecz na jakiś czas dostarczyło mi energii.

Pospacerowałem jeszcze kilkanaście minut, na czym zakończyłem zwiedzanie Kluczborka. Spacerując po dworcu poczułem smród z butów. Było jasne, że chodzi o moje buty, a jak ja czuję smród, to jeszcze bardziej będzie czuł ewentualny współlokator w hostelu. W sklepiku dworcowym chciałem kupić sodę oczyszczoną; nie było, kupiłem tylko bułkę na drogę. Funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei nie zauważyłem. Powrót do Opola również SA134. Pasażerów mało, podróż równie przyjemna jak z Opola do Kluczborka. Pomimo usilnych starań nie udało mi się sfotografować stacji Bukowo.

Zobacz więcej na blogu "Kolej na Podróż":
Kluczbork
Kluczbork - dworzec kolejowy


EN57-1025

Pociągi na dworcu w Kluczborku

Do Opola dojechałem jeszcze przed zapadnięciem zmroku. Drugi spacer po centrum, tym razem żule nie zaczepiali o drobne. O 18:30 zakończyłem spacer, postanowiłem poczekać na rynku do przeceny w restauracji "Smaki Świata". Na jednej z ławek siedziała ładna dziewczyna w wieku około 15-17 lat. Gustownie ubrana, wygląda na porządną, wszystko pięknie, dopóki nie wyciągnęła smartfona i nie zaczęła krzywić twarzy do "selfie". Popstrykała trochę zdjęć, po czym poszła sobie. Nie rozumiem tej mody. Robić jakieś głupie miny, aby pochwalić się znajomym na Facebooku. Znak naszych czasów.

O 19:00 stałem już w kolejce po jedzenie w promocyjnych cenach. Wybór nieco większy niż dzień wcześniej, sporo dań się powtarzało. Tym razem zakupiłem jedzenie za 9 złotych, do tego kompot - to już szaleństwo z mojej strony. Jeden starszy pan przede mną miał nałożony talerz do granic możliwości i dziwił się, że musi zapłacić 25 złotych (dokupił też kompot). Jedzenie smaczne, później szybkie zakupy w "Biedronce" (soda oczyszczona, dwie bułki, woda "Polaris"), ostatni punkt dnia to powrót do hostelu. W pokoju znów byłem sam. Zasnąłem około 21:00, tym razem spałem jak suseł.

Dzień 3 - 30.09.2015 - powrót do Oświęcimia



Wykorzystałem REGIOKarnet, w związku z czym postanowiłem pojechać z Opola do Katowic pociągiem PKP Intercity. Wiadomo, podróż wygodniejsza, odpadają przesiadki, mniej ludzi w środku. Poprzedniego dnia sprawdzałem ceny w biletomacie; na wszystkie pociągi wyskakiwała cena 29,90 zł, zgodnie z cennikiem Biletu Taniomiastowego. Na koniec bilet kupiłem w kasie, kosztował 26 złotych, czyli 3,9 zł taniej niż w biletomacie.

Pojechałem pociągiem IC Ślązak. Pociąg zestawiony ze zmodernizowanych wagonów, trafiło mi się miejsce przy oknie z niemal w całości zasłoniętym widokiem - typowy mankament wagonów bezprzedziałowych. Podróż szybka, płynna, ludzi mało. Nie ma na co narzekać. W Gliwicach dosiadł się pan, który myślał, że dojedzie do Katowic za 5 zł tak jak w ofercie Kolei Śląskich. Nie wiem, jak sprawa się zakończyła.

W Katowicach byłem o 09:15. Musiałem czekać trzy i pół godziny na odjazd pociągu do Oświęcimia. Na dworze oziębiło się, niebo zakryły chmury. Poszedłem sfotografować stary dworzec kolejowy, pospacerowałem po centrum, następnie stałem pod Galerią Katowicką obserwując ludzi. W pewnym momencie zauważyłem zagubionego psa. Mały, sympatyczny kundelek ustawił się przy wejściu do Galerii Katowickiej i obwąchiwał wszystkich, szukając swojego pana. Wchodził do środka, wychodził, był zagubiony, ale nie dał się nikomu pogłaskać. Trwało to może z 15 minut. Później ta radość na widok pana.


Wagon bezprzedziałowy pociągu IC Ślązak

Stary dworzec w Katowicach

Poszedłem coś zjeść na trzecie piętro galerii. Akurat rozdawali kupony rabatowe do baru kanapkowego Subway. Według mnie ceny w tych barach są wygórowane, ale z kuponami rabatowymi mogłem sobie pozwolić na luksus, na który na co dzień mnie nie stać. Wybrałem śniadanie - omlet + kawa za 7 zł. Omlet z szynką i warzywami był pyszny, w sam raz, zapchał głód na długo. Kawa czarna również bardzo mi smakowała. Wziąłem kupony na zapas, poszedłem kupić dwie drożdżówki z makiem i udałem się na pociąg do Oświęcimia. Tak zakończyła się moja wycieczka.

Podsumowanie


Wycieczka z jednej strony udana, z drugiej strony uświadomiła mi, iż powrót do zdrowia będzie trwał znacznie dłużej niż przypuszczałem. Była to moja pierwsza dłuższa podróż w 2015 roku, oczarowała mnie Byczyna, bardzo dobrze będę też wspominał przejazd pociągiem z Opola do Kluczborka. Poza żulami w Opolu nie zdarzyło się nic nieprzyjemnego.