Świat Podróży Kolejowych - 2014 Górny Śląsk z REGIOKarnetem - relacja z podróży

Świat Podróży Kolejowych

Obserwuj nas


Mapa odwiedzin


Statystyki od 25.04.2017 r.

Free counters!

GÓRNY ŚLĄSK Z REGIOKARNETEM


Strona główna --> Moje podróże
REGIOKarnet to interesująca oferta Przewozów Regionalnych. Pozwala na podróżowanie pociągami REGIO lub RE i IR przez trzy wybrane dni w ciągu dwóch miesięcy. Podróżny sam wybiera sobie dni, w wybranym dniu przed rozpoczęciem bilety legalizuje bilet w kasie, po czym podróżuje do woli. Bilet honorowany jest również w pociągach Arriva RP, Kolei Dolnośląskich i Kolei Śląskich. Postanowiłem skorzystać z oferty i pojeździć sobie po Górnym Śląsku. Wybrałem wariant 3 dni za 75 złotych. W moim przypadku oszczędność nie była zbyt duża, ale nie musiałem się stresować kupnem biletów na każdy odcinek podróży.

1. DZIEŃ 04.04.2014 - OŚWIĘCIM - CIESZYN/CZESKI CIESZYN - OŚWIĘCIM



Cieszyn to średniej wielkości miasto, do którego kursuje tylko kilka pociągów dziennie. Niestety, nie widać szans na poprawę. Torowiska są w opłakanym stanie, prędkości szlakowe bardzo niskie, przez co kolej nie ma szans z konkurencją busiarzy. Rano do Cieszyna nie dojeżdża żaden pociąg i krótki odcinek trasy musiałem pokonać autobusem.

Wyjeżdżałem z Oświęcimia o 06:41. Na oświęcimskim dworcu byłem o 06:30. Ruch, jak na ten dworzec, spory, legalizacja REGIOKarnetu przebiegła bez problemów. Do Czechowic-Dziedzic jedzie relacji Katowice - Oświęcim - Czechowice-Dziedzice EN57 . Do Brzeszcz prędkość przyzwoita, później pociąg wlecze się niemal przez cały czas, przyspiesza tylko na krótkim odcinku pomiędzy Jawiszowicami-Jaźnikiem a Dankowicami. Obłożenie niskie.

W Czechowicach-Dziedzicach zza chmur przebija się słońce, pogoda robi się bardzo ładna. Przed dworcem remontują główną ulicę, która jest zamknięta dla ruchu. Mam niecałe 30 minut na przesiadkę, więc spacer po mieście nie wchodzi w grę.

Kolejna przesiadka w Pszczynie. Znów EN57, ten odcinek pociąg pokonuje bardzo szybko. Uzdrowisko Goczałkowice-Zdrój bardzo ładnie prezentuje się z okien pociągu, natomiast zdewastowany i opuszczony dworzec sprawia przygnębiające wrażenie. Po ok. 15 minutach jazdy wysiadam.

W Pszczynie muszę czekać około 40 minut na pociąg z Katowic do Wisły. Remont pszczyńskiego dworca dobiega końca. Wyremontowany budynek wygląda ładnie, ale jest jeszcze niedostępny dla podróżnych. Kasa i prowizoryczna poczekalnia umieszczone są w kontenerze, za toaletę służy toi-toi. Chętnie zwiedziłbym centrum Pszczyny - to urokliwe miasteczko z malowniczym parkiem. Po 10 minutach doszedłem do niewielkiego skansenu. Zrobiłem trochę zdjęć i musiałem wracać na dworzec.

Na peronie czekałem około 10 minut. Pociąg do Wisły przyjechał punktualnie. To ostatnia dziś podróż EN 57. Do Zabrzegu podróż mija bardzo szybko, nie ma na co narzekać. Później pociąg zwalnia i do Skoczowa jedzie z prędkością 20-30 km/h. Obłożenie wysokie, jest sporo pasażerów zmierzających do Wisły, choć to dopiero piątkowy poranek. Na stacji Pierściec mijanka. Za Skoczowem pociąg na chwilę przyspiesza, potem znów zwalnia. Wszystkie stacje po drodze to obraz nędzy i rozpaczy.

Wysiadam w Goleszowie, ze mną wysiada tylko jedna osoba. Najładniejszy dworzec od wyjazdu z Pszczyny, ale strasznie pusty. Wiem jedno - źle zaplanowałem podróż, bowiem wcześniej na mapach Google sprawdzałem, jak dojść z dworca w Goleszowie do przystanku autobusowego. Mapa pokazała mi ulicę Kolejową, po przełączeniu na widok Street View moim oczom ukazał się peron stacji kolejowej. Moje podejrzenia wzbudził brak budynku, ale co tam - mogli wyburzyć, przecież to codzienność w Polsce. Jak się okazało, na mapach widziałem nieczynną stację Goleszów Górny, natomiast dworzec kolejowy w Goleszowie znajduje się przy ulicy Dworcowej, w zupełnie innym miejscu i dość daleko od centrum wsi.

Pozostaje mi znaleźć przystanek autobusowy. Na szczęście nie jest jeszcze zbyt gorąco, a do centrum Goleszowa docieram w piętnaście minut. Moją uwagę zwraca piękny budynek szkoły podstawowej. Autobus, którym planowałem dojechać do Cieszyna, odjechał, na szczęście następny jedzie już za 10 minut. Przyjeżdża o kilka minut spóźniony. Przewozy na tej trasie obsługuje firma "Wispol". Płacę 4,5 zł za 8 kilometrów podróży, pojazd wygodny, z przyciemnianymi szybami, w środku sporo pasażerów.

Do Cieszyna dojeżdżam ok. 10:40. Dworzec kolejowy w Cieszynie wielokrotnie opisywałem, stan tego budynku pominę więc milczeniem. Dworca autobusowego również nie ma. Jest jedynie kontener, gdzie urządzono toalety i prowizoryczną poczekalnię. Lepsze to niż nic.

Pociąg powrotny jechał o 17:20, więc miałem sporo czasu na zwiedzanie. Po raz pierwszy od 2011 roku odważyłem się przekroczyć granicę czeską. Nie będę opisywał wszystkiego ze szczegółami. Cieszyn po polskiej stronie jest dużo ładniejszy, natomiast w Czeskim Cieszynie nieporównywalnie lepsze wrażenie sprawia dworzec kolejowy. Na rynku odbywały się jakieś małe targi - zioła, miód pitny, wino, tradycyjne wędliny itp. Ponadto zrobiłem zakupy w "Billi", kupiłem kilka czeskich produktów, aby choć w ten sposób przypomnieć sobie stare, studenckie czasy. Na dworcu kolejowym sfotografowałem kilka czeskich pociągów. Wizyta bardzo udana.


Pszczyna - podczas oczekiwania na przesiadkę

Cieszyn - rynek

Trochę dłużej zabawiłem w Cieszynie. Centrum nieduże, ale warte jednodniowej wycieczki. Najładniejsze miejsca to rynek, wieża, rotunda i tzw. "cieszyńska wenecja", której wprawdzie daleko do włoskiej Wenecji, lecz ma swój urok. Wszystko rozmieszczone na niedużej powierzchni. Do tego piękna pogoda - słońce, bezchmurne niebo, przyjemna temperatura oraz atmosfera średniej wielkości miasta. Nic, tylko delektować się pięknym dniem.

Pociąg powrotny o 17:20. Po raz kolejny mam okazję przejechać się SA109-011. Pojazd znany z awaryjności na odcinku Cieszyn - Zebrzydowice budzi grozę wśród podróżnych. Mimo niskiej prędkości można odnieść wrażenie, że za chwilę wyleci z torów. Do tego siedzenia jak w miejskich autobusach. Natomiast za Zebrzydowicami przyspiesza i już tak nie trzęsie, jedzie się dużo przyjemniej.

W Czechowicach-Dziedzicach przesiadka na pociąg do Oświęcimia. Do miejsca docelowego zawozi mnie SN83, numeru nie pamiętam. Podróż powolna, obłożenie średnie, wszystko przebiega bez problemów. Po 19:30 kończę podróż w Oświęcimiu.

Dzień bardzo udany, jedynie należy nadmienić, że podobna podróż możliwa jest tylko w dni robocze, bowiem w soboty, niedziele i święta z Cieszyna jedzie jeszcze mniej pociągów. Konduktorzy Kolei Śląskich przy każdej kontroli sprawdzali również dowód tożsamości. Obyło się bez nieprzyjemnych przygód.

Jeżeli będziecie w Czeskim Cieszynie, polecam kupno czekolady Orion o smaku limonki oraz piwa Gambrinus o smaku limonki i czarnej jagody (limetka a bezinka).

2. DZIEŃ 19.05.2014 - OŚWIĘCIM - TARNOWSKIE GÓRY - BYTOM - OŚWIĘCIM



Na drugi dzień podróży z REGIOKarnetem wybrałem Tarnowskie Góry i Bytom. W miastach tych byłem po raz ostatni w 2005 roku, chciałem więc zobaczyć, jak bardzo zmieniły się przez 9 lat. Oczywiście 9 lat temu nie byłem miłośnikiem kolei i nie oceniałem tych miast przez pryzmat dworców (zrobiłem sobie wtedy jednodniową wycieczkę komunikacją miejską po Górnym Śląsku), dlatego w tej kwestii nie mam zbyt dużego porównania.

Z Oświęcimia wyjechałem pociągiem Kolei Śląskich o 8:48. Po godzinie byłem w Katowicach. Półtoragodzinne oczekiwanie na pociąg Katowice - Lubliniec wykorzystałem na spacer po centrum Katowic. Zapowiadano słoneczną pogodę i rzeczywiście, wkrótce zza chmur wyszło słońce, zrobiło się gorąco, choć nie upalnie, a centrum Katowic w taki dzień, o ile jest więcej przechodniów niż meneli i dresiarzy, może się podobać. Odkryłem, że w piekarni "Kłos" w centrum miasta można kupić kanapkę dużo taniej niż na dworcu kolejowym. W dworcowej piekarni kupiłem natomiast moją ulubioną "parówkę w cieście" (lubię również drożdżówki z makiem i bułki cynamonowe). Tak zaopatrzony wybrałem się w podróż pociągiem Katowice - Lubliniec.

Przed odjazdem pociągu do Lublińca wypatrywałem pociągu odjeżdżającego z Oświęcimia po 10:30, którym teoretycznie powinienem zdążyć na przesiadkę na wyżej wspomniany pociąg, jednak w praktyce wyglądało to tak, że pociąg z Oświęcimia wjeżdżał na peron, a pociąg do Lublińca w tym samym czasie ruszył z innego peronu.

Podróż do Tarnowskich Gór bardzo powolna, pociąg gwałtownie przyspieszał jedynie na wyremontowanych odcinkach, byłoby świetnie, gdyby na całej trasie jechał 80-100 km/h . Z okien pociągu widać, ponure, zaniedbane śląskie miasta, choć zabudowa ma swój urok. Niestety, trudno nie zauważyć dużej liczby tzw. patologii. Nie czułbym się bezpiecznie na osiedlach zabudowanych familokami, ani nawet na bardziej ruchliwych ulicach z barami, gdzie przesiadują podejrzani osobnicy. Obłożenie pociągu niskie, na stacji Chorzów Miasto wsiadł dziwnie zachowujący się osobnik. Podczas kontroli biletów za stacją Bytom okazało się, że jedzie bez biletu. Twierdził, iż musi jechać do Lublińca coś załatwić. Jako, że był z Chorzowa, konduktorki nie pozwoliły mu jechać dalej. Podobno gdyby jechał do miejsca zamieszkania, czyli do Chorzowa, mógłby dokończyć podróż po przyjęciu mandatu, natomiast w stronę przeciwną już nie. Chwilę protestował, ale wysiadł. Zresztą był drobnej budowy ciała i nawet dla słabej kobiety byłby do pokonania. Z innych podróżnych zapamiętałem młodą kobietę - bardzo ładną, natomiast okropnie ubraną. Nie chodzi tu o jakość ciuchów i fakt, że nie były markowe, ale wyglądała wyjątkowo niedbale, choć, jak podkreślam, z twarzy była bardzo ładna. Jechała z Katowic do Bytomia. Sam również nie dbam o ubiór, ale są pewne granice...

W Tarnowskich Górach przywitała mnie słoneczna pogoda, z rosnącą liczbą chmur na niebie. Mowa o zwykłych, letnich chmurkach, dających przyjemny cień, natomiast nie należało obawiać się deszczu. Dworzec kolejowy w Tarnowskich Górach z jednej strony wygląda ładnie - odnowiona elewacja budynku, klimatyczny bufet w środku (albo raczej bar), z drugiej przydałoby się wyremontować perony i przystosować dworzec do obsługi osób niepełnosprawnych. Duży plus za ładne toalety w przejściu podziemnych, z możliwością skorzystania z prysznica. Pomiędzy dworcem kolejowym a autobusowym parking i skwer z ławeczkami, na których przesiadują uczniowie i nieliczni żule. Ładne miejsce.

Jeszcze ładniejszy jest nowy dworzec autobusowy. Z zewnątrz trochę dziwnie wygląda, natomiast w środku to obiekt na najwyższym, europejskim poziomie. Czysto, przyjemnie, toalety, sklepik, kiosk i bar z fast-foodami. Bar przypomina typowe amerykańskie sieciówki, ceny trochę wysokie jak na miasto tej wielkości. Za całość ocena 9 na 10. Jestem pod wrażeniem.

Z dworca poszedłem do centrum miasta. Bardzo blisko - około 5-7 minut pieszo. Po drodze można odpocząć na dwóch skwerkach z ławeczkami. O ile deptak może być jedną z wizytówek miasta, o tyle rynek nie zrobił na mnie tak dobrego wrażenia, jak 9 lat temu. Nie wiem, dlaczego. Niby jest ładny, ale widziałem ładniejsze. Wokół kilka ciekawych lokali gastronomicznych. Centrum jest niewielkie, można je obejść w pół godziny, wrażenie jak najbardziej pozytywne, mimo zaniedbanych ulic zaczynających się tuż za rynkiem. Niestety, nie mam czasu na Sztolnię Czarnego Pstrąga w Parku Rzepeckim, którą zapamiętałem z wycieczki w czasach szkoły podstawowej, czyli jakieś 17-18 lat temu. Z tamtej wycieczki pamiętam również Skansen Maszyn Parowych w Reptach oraz spacer po centrum, kiedy z kolegami z klasy próbowaliśmy oglądać mecz reprezentacji w piłce nożnej w jednym ze sklepów elektronicznych (sprzedawcy nas szybko przegonili), a kolega kupił "pizzę", która w niczym nie przypominała pizzy. Pamiętam również tory kolejki wąskotorowej, już wtedy moją uwagę przykuwały nietypowe linie kolejowe. Ale cóż, było to 17-18 lat temu, to tylko mgliste wspomnienia. Szkoda, że nie miałem wtedy aparatu fotograficznego.

Po zwiedzeniu centrum wracam na dworzec. W piekarni kupuję smaczną drożdzówkę z kawałkami kurczaka za 2,5 zł . Niedroga, smaczna i na długi czas zaspokoiła głód. Chwilę spaceruję po dworcu autobusowym, następnie udaję się na dworzec kolejowy. Na peronie 3 stoi pociąg Tarnowskie Góry - Herby Nowe - frekwencja bardzo wysoka, bardzo dużo osób czeka także na pociąg do Lublińca z tego samego peronu. Natomiast pociąg do Katowic odjeżdża z peronu 2, poza mną czekają pojedyncze osoby. Do Bytomia obłożenie niskie, podczas podróży zauważam wyremontowany budynek dworca w Radzionkowie (wyremontowany, lecz nieczynny).

Wysiadłem w Bytomiu. Miałem nadzieję na sfotografowanie wstrętnych, zdewastowanych pomieszczeń na tutejszym dworcu, jednak trwał już remont i można mieć nadzieję, iż za jakiś czas dworzec nie będzie wyglądał niczym żywcem wyjęty z horrorów. Na razie trudno cokolwiek pochwalić. Brak kas, brak toalet, wstrętne perony, ruchliwe, ale ciemne przejście podziemne i wszechobecny brud. Na peronach nie sposób nie zauważyć śladów po libacjach. I to wszystko w tak dużym mieście. Jedyny plus to zadaszona hala peronowa. Być może po remoncie będzie lepiej. Na dworcu czynne są tylko dwie małe piekarnie (przy wyjściu z przejścia podziemnego). Tuż przy dworcu znajduje się węzeł przesiadkowy komunikacji miejskiej.

Na spacer po Bytomiu przeznaczyłem około 70 minut, zdecydowanie za mało. Zdążyłem jedynie szybko obejść przejść deptak, kilka ulic. Po dojściu do rynku musiałem udać się w drogę powrotną. Wrażenia mieszane. Pod względem architektury miasto pozytywnie mnie zaskoczyło. Wszystko wprawdzie zaniedbane, ale nie rozumiem, jak można to miasto uważać za najbrzydsze w Polsce. Naprawdę nie jest źle - potencjał turystyczny ogromny. W centrum sporo niedrogich lokali gastronomicznych skutecznie, mam nadzieję, konkurujących z potężną galerią handlową przy końcu deptaka. W sumie te galerie handlowe w centrum to charakterystyczny element krajobrazu wielu polskich miast. Niby pasuje jak pięść do oka, ale jednak dzięki temu więcej ludzi spaceruje po centrum, a duży plus to darmowe toalety. Wada Bytomia to dużo dresiarzy i podejrzanych osobników nie tylko w bocznych ulicach. Subiektywne poczucie bezpieczeństwa jest stosunkowo niskie, przynajmniej tak mi się wydawało. Odniosłem również wrażenie, że ludzie są niesamowicie sfrustrowani i naładowani negatywną energią - wszyscy wydawali się mówić podniesionymi głosami, a agresywne i wulgarne reakcje na różne błędy kierowców, czy jakiegoś rowerzystę przemykającego pomiędzy ludźmi znacznie ostudziły mój początkowy entuzjazm. Inna sprawa, że trudno się dziwić frustracji - wysokie bezrobocie, marne zarobki, trudna droga do wybicia się. Nietrudno wtedy o agresję. Oczywiście być może jest to tylko moje odczucie, więc nie przejmujcie się zbytnio tym fragmentem relacji.


Tarnowskie Góry - deptak

Bytom - peron dworca

Wróciłem na dworzec, skąd odjeżdżał pociąg z Lublińca do Katowic. Skład jedzie dalej jako pociąg Katowice - Oświęcim - Czechowice-Dziedzice. Na jedynym czynny peronie sporo ludzi, lecz większość wsiada do pociągu z Katowic do Lublińca. O moim pociągu ani słowa. Wkrótce z megafonu zapowiedź, że pociąg jest opóźniony o 50 minut. Nie podoba mi się na dworcu, dlatego idę posiedzieć na ławeczce koło deptaka. Po 30 minutach wracam na dworzec, a tu pociąg wjeżdża na peron. Z 50 minut opóźnienia zrobiło się niecałe 35 minut. Jedna z pań oczekujących wcześniej na pociąg, nie wróciła na peron.

Do Katowic podróż bez szczególnych wydarzeń. W Katowicach spora wymiana podróżnych. Wsiada dużo osób - odcinek Katowice - Oświęcim cieszy się sporą popularnością mimo niskiej prędkości. Pociąg zmniejsza opóźnienie do niecałych 30 minut, ale podczas mijanki w Chełmie Śląskim, przed wjazdem na tamtejszą stację kolejową, stoi ponad 10 minut, co wywołuje pomruki niezadowolenia wśród pasażerów. Wreszcie z dużym opóźnieniem wracam do Oświęcimia.

Wszystkie przejazdy w tym dniu odbyłem pociągami EN57.

3. DZIEŃ 30.05.2014 - OŚWIĘCIM - KATOWICE - RYBNIK - MIKOŁÓW - OŚWIĘCIM



Trzeci dzień podróży z REGIOKarnetem postanowiłem poświęcić na podróż do Rybnika i Mikołowa. Początkowo planowałem podróż Katowice - Racibórz - Kędzierzyn-Koźle, ale doszedłem do wniosku, że zwiedzę dwa miasta, w których wcześniej nie byłem.

Podróż rozpocząłem w Oświęcimiu, skąd pociągiem o 8:48 pojechałem do Katowic. Na dworcu w Oświęcimiu zaskoczyła mnie toaleta nieczynna do odwołania z powodu awarii. Ta toaleta coś często się psuje i zdecydowanie zbyt często jest nieczynna, jak na miasto odwiedzane przez tylu turystów. W ogóle dworzec sprawia bardzo ponure wrażenie. Po wyjściu z dworca rzut oka na rozkład jazdy obowiązujący od połowy czerwca - pociągi do Czechowic-Dziedzic będą pokonywały 21 kilometrów w ciągu 58 minut. Makabra, co się stało z tym odcinkiem.

Jako pociąg do Katowic jedzie SN83-007. To niespodzianka, bowiem od wielu miesięcy nie widziałem tych pociągów na liniach. Myślałem, że wszystkie już się popsuły. Dzień pochmurny z przelotnymi opadami - w takich warunkach SN83 to bardzo komfortowy pojazd. Gorzej podczas upałów. W pierwszym członie pojazdu siedzi dużo osób, w drugim członie tylko ja i jedna starsza pani.

Przejazd do Katowic trwa, jak zwykle, godzinę. Na spacer po centrum Katowic mam około półtorej godziny. Chłodno, pochmurno, ale nie pada. Pogoda sprzyja energicznemu spacerowi i robieniu zdjęć, bowiem szara, katowicka zabudowa centrum Katowic dużo lepiej wychodzi na zdjęciach w pochmurne dni, niż w słoneczne. Spaceruję z dworca kolejowego do skrzyżowania ulicy Warszawskiej z ulicą Graniczną i Jerzego Dudy - Gracza - według Google to 1300 metrów. Później powrót ulicą Mariacką. Na ulicach Mielęckiego i Staromiejskiej odbywa się "Jarmark Francuski" (28-31.5) - można kupić francuskie pieczywo, sery, cukierki, ciasteczka, mydła z Marsylii, pachnidła itp. Wszystko pięknie, na widok jedzenia aż slinka cieknie, a zapachy również pobudzają zmysły, lecz przeszkodą są wygórowane ceny. Co tu dużo mówić - dla wielu osób za drogo. Na koniec spaceru po Katowicach zwiedzam okolice Placu Oddziałów Młodzieży Powstańczej (do ulicy Jana Kochanowskiego). Są dni, kiedy Katowice mogą się podobać. Dziś jest jeden z takich dni. Robię sporo zdjęć, po czym wracam na dworzec i wsiadam do pociągu jadącego do Raciborza.

Jako pociąg Katowice - Racibórz jedzie EN57 zmodernizowany przez NEWAG. Osobiście nie przepadam za pociągami z tej modernizacji. Niezbyt wygodne siedzenia, jedna toaleta na cały pociąg, jakoś dziwnie. Natomiast zdziwiło mnie wysokie obłożenie i szybki przejazd na większości trasy. Do Rybnika pociąg jedzie 66 minut. Odległość według wyszukiwarki połączeń to 45 km. Czyli nie tak szybko, jak się wydaje. Niemal wszystkie stacje po drodze zdewastowane, ze względu na wysokie obłożenie nie robię zdjęć.

Na spacer po Rybniku mam około 70 minut. Pogoda sprzyja, do rynku docieram po 10 minutach. Rynek przeciętny, miasto całkiem ładne, ale ze względu na rozkopane ulice trudno mi ostatecznie ocenić urodę Rybnika. Co ciekawe - w samym centrum miasta są dwie wielkie galerie handlowe. Jedna tuż przy Rynku. Na Rynku spotykam wycieczkę szkolną. Chłopaki z gimnazjum z łapią jednego gołębia (albo gołąb daje się złapać) kamerują kolegę trzymającego gołębia z nieukrywanym zachwytem, po czym wypuszczają ptaka na wolność. Na ich twarzach maluje się niesamowita radość. Jeśli chodzi o lokale gastronomiczne, to jest w czym wybierać. Pomimo konkurencji ze strony lokali w galeriach, Pizzy Hut i McDonald'sa na Rynku, mniejsze lokale dzielnie się trzymają. W jednym z nich - kanapkarni przy Placu Kościelnym kupiłem sobie dużą kanapkę (30 cm) za 7 złotych. Kanapka na ciepło z szynką, serem, pomidorem i sałatą. W Subway'u taka kanapka kosztowałaby 16,90 zł, więc różnica w cenie spora. Trzeba jednak przyznać, że kanapka z Rybnika nie dorównuje jakością tej z sieciówki, ale najadłem się i do końca dnia nie chciało mi się jeść. Co do smaku - nie jest jakoś super, ale nie jest też źle. W skali ocen szkolnych oceniłbym kanapkę na -4 . Tuż obok działa lokal "Herbaty Świata". Zwrócił moją uwagę ze względu na bardzo ładny mural na ścianie budynku, ale do środka nie wszedłem z braku czasu.

Spacer po centrum Rybnika zakończyłem na szybkiej wizycie w toalecie w galerii handlowej, bo szkoda mi było 2 zł na toaletę na dworcu. Warto wspomnieć, że w toalecie na rybnickim dworcu kolejowym pasażerowie mogą skorzystać z prysznica, ale kibelek otwarty jest tylko do godziny 18:00. A swego czasu obiło mi się o uszy, iż czynny jest całą dobę, a do środka można wejść wrzucając monetę o odpowiednim nominale. Informacja nie potwierdziła się. Sam dworzec z zewnątrz sprawia bardzo dobre wrażenie, w środku natomiast wygląda przeciętnie. Nie ma przechowalni bagażu, poczekalnia mogłaby być lepsza. Plus za biletomat Kolei Śląskich. Przejście podziemne ciemne, posępne, w nocy nie zapuszczałbym się tam, osoby o słabych nerwach powinny unikać wąskiego odcinka pomiędzy ostatnim peronem a ulicą. Fatalnie oświetlone przejście po prostu straszy.

Żeby było jasno - Rybnik oceniam pozytywnie. Centrum miasta można zwiedzić w dwie godziny, dodatkowo warto pospacerować po galeriach handlowych.

Z Rybnika o 13:35 pojechałem do Mikołowa. EN57 w wersji full-plastic. Obłożenie wysokie do stacji Czerwionka, potem trochę ludzi jechało do Orzesza Jaśkowic. W Mikołowie wysiadłem o 14:16. Na zwiedzanie miasta miałem 56 minut. Szybko sfotografowałem dworzec, choć musiałem poczekać, aż spod dawnego budynku dworca odejdą nastoletni dresiarze w kapturach. Obecnie w dworcu mieści sie fryzjer, studio tańca i biuro rachunkowe. Kiedyś w telewizji oglądałem reportaż o tym w budynku, po sklepie przedstawionym w reportażu nie ma już śladu. Ciemno widzę przyszłość tego budynku. Żadnej poczekalni, żadnej toalety. Nic. Jedynie peron i rozkład jazdy, budynek zaadaptowany do innych celów, aczkolwiek zachowano napis "Dworzec PKP".


Rybnik - rynek

Mikołów

Wydawałoby się, że godzina to za mało na zwiedzenie Mikołowa, ale mnie jak najbardziej wystarczyła. Zdążyłem nawet zwiedzić szalet przy ul. Karola Miarki. Z mikołowskiego dworca do Rynku nie sposób nie trafić. Idzie się około pięciu minut. Rynek może nie jest tak piękny jak na zdjęciach, ale nietrudno odmówić mu uroku. Na tle szarej zabudowy wyróżnia się ratusz. Centrum Mikołowa to rynek, deptak i kilka bocznych uliczek. Wszystko można szybko zwiedzić w godzinę. Na spokojny spacer wystarczą dwie godziny. Można zwiedzić, można pominąć.

Z Mikołowa wracam do Katowic. Mam tam wprawdzie przesiadkę na pociąg do Oświęcimia, lecz zamierzam jechać następnym za godzinę. Godzinę przeznaczam na spacer po sklepach w Galerii Katowickiej. Nie kupuję nic, tylko oglądam. Dostaję kupon zniżkowy do restauracji fast-food Burger King (unikam tych restauracji, ale może kupię podwójne duże frytki w cenie jednej porcji), a przed dworcem hostessy rozdają puszki napoju Red Bull. Jedna puszka ląduje w moich rękach.

Pociąg z Lublińca, tak jak poprzednio, kiedy jechałem z Bytomia, jest opóźniony. Zapowiadane opóźnienie to około 60 minut. Część pasażerów poszła pospacerować po Galerii Katowickiej lub po centrum Katowic. Ja już też miałem wychodzić, kiedy po 10 minutach słyszę, że opóźnienie zmniejszyło się do 30 minut. Trzeba było więc wrócić na peron. Pociąg rzeczywiście przyjechał opóźniony o 30-35 minut, a niektórzy pasażerowie nie wrócili na peron i będą musieli czekać na pociąg o 18:32, zamiast pojechać o 17:05. Maszyniście się spieszyło i z Katowic do Oświęcimia pociąg jechał około 52 minut zamiast 57 (o ile zegary na dworcach w Katowicach i Oświęcimiu pokazują tę samą porę. Podróż z REGIOKarnetem zakończyłem na dworcu w Oświęcimiu kilka minut przed 18:00.