Świat Podróży Kolejowych - Poznań 07.2013 - relacja z podróży

Świat Podróży Kolejowych

Obserwuj nas


Mapa odwiedzin


Statystyki od 25.04.2017 r.

Free counters!

POZNAŃ 2013


Strona główna --> Moje podróże
W lipcu 2013 roku postanowiłem kupić bilet tygodniowy sieciowy imienny Przewozów Regionalnych i pojechać sfotografować trochę stacji kolejowych oraz pociągów na tę stronę. Tym razem jako bazę wypadową wybrałem poznań z noclegiem, w położonym blisko dworca kolejowego, domem studenckim "Jowita". Według strony internetowej akademika opłata za noclegi wyglądała następująco: 48,60 zł za pierwszą noc, 21,60 zł za każdą następną w pokoju jednoosobowym. Na miejscu okazało się, że za pierwszą noc muszę zapłacić aż 54 złote, co popsuło mi humor. Dopiero później poprawili informację na stronie internetowej. Jak wiecie, wolę dopłacić 10-15 złotych za noc niż spać w sali wieloosobowej w hostelu, gdzie jedna toaleta i prysznic przypadają na kilkanaście lub kilkadziesiąt osób. Wiele osób mnie potępia za to podejście, ale naprawdę nie warto oszczędzać.

Do podróży nie przygotowywałem się długo, potrzebowałem pojechać na kilka dni, aby odpocząć od codziennego stresu. Co będzie, to będzie - pomyślałem, spakowałem się i wyjechałem. W sumie wszystko wyszło, jak miało wyjść, ale nie wziąłem pod uwagę tłoku w pociągach odjeżdżających z Poznania i przyjeżdżających do tego miasta.

Dzień 1 - 10.07.2013 - Podróż do Poznania



Podróż rozpoczynałem pociągiem Kolei Śląskich Czechowice-Dziedzice - Oświęcim - Katowice odjeżdżającym z Oświęcimia o 08:24. Nie chciało mi się wstawać na wcześniejszy o 06:23, aby później przesiąść się na IR "Pirania". Pojechałem tradycyjną trasą przez Gliwice i Opole. Oczywiście wolałbym jechać trasą Katowice - Lubliniec - Kluczbork - Ostrów Wlkp. - Poznań, ale po czerwcowych cięciach w rozkładzie jazdy było to niemożliwe.

Na oświęcimskim dworcu działa tylko jedna kasa. Już na początku pojawił się problem, bowiem pani przede mną chciała kupić bilet w jakiejś ofercie promocyjnej, o której nie wiedziała kasjerka. Przez 10 minut utworzyła się długa kolejka zniecierpliwionych podróżnych. Ze mną był podobny problem. Kasjerka nie mogła odszukać kodu oferty biletu sieciowego Przewozów Regionalnych i kolejnych kilka minut przy kasie wydłużyło kolejkę. W końcu udało mi się kupić bilet, więc mogłem udać się na peron, z którego odjeżdżał pociąg do Katowic.

Do Katowic jechał na szczęście DH 2. Na szczęście, bowiem na forach kolejowych pojawiały się informacje, że od jakiegoś czasu połączenie obsługują Kolzamy. DH 2 to wygodny pojazd, o ile na dworze nie panuje upał. Wtedy w środku robi się sauna. O tej porze temperatura była jeszcze przyjemna, co później miało się zmienić.

W Katowicach jesteśmy punktualnie. W piekarni kupiłem drożdżówkę z makiem oraz bułkę z salami, po czym wsiadłem do pociągu Kolei Śląskich do Gliwic. Zwykły EN57 z otwieranymi oknami, w środku niemal pusto. Podróż na tej trasie bardzo się dłuży.

W Gliwicach krótki spacer po dworcu kolejowym i okolicy. Dworzec przeciętny, choć na tle śląskich wyróżnia się czynnymi toaletami, skrzynkami bagażowymi, a także stoiskami typu "przeceniona prasa". Budynek dworca szpeci wielka płachta z reklamą jednej z lokalnych uczelni. Na pociąg do Opola o mało się nie spóźniłem - pomyliłem tablicę odjazdów i przyjazdów na dworcu. Do Opola jedzie EN57. W środku pustawo, większa wymiana pasażerów jedynie w Strzelcach Opolskich. Przejazd do tej stacji bardzo powolny, a odcinek Gliwice - Gliwice Kuźnica to tragedia. Pociąg wlecze się niemiłosiernie.

W Opolu mam ponad godzinę na zwiedzanie miasta. Centrum miasta widziałem po raz ostatni 10 lat temu, od tego czasu sporo się zmieniło. Jest dużo ładniej, miasto żyje. Zrobiło się bardzo gorąco, pospacerowałem po Rynku i w okolicach, zwiedziłem również park przy amfiteatrze. Wieża widokowa była remontowana. Podobało mi się, ale musiałem wracać na dworzec, na który dotarłem 10 minut przed odjazdem pociągu.


Śląsk z okien pociągu

Pociąg Gliwice - Opole

Do Wrocławia obłożenie przeciętne. Podróż bez niespodzianek, jedynie jeden z pasażerów nie chciał odebrać ciągle dzwoniącego telefonu komórkowego, co doprowadziło do wściekłości inną pasażerkę, która krzyknęła na cały głos: "Niech ktoś wreszcie odbierze ten telefon". Odebrał, pogadał i to na tyle o tej podróży. W pociągu, pomimo panującego upału, nie było duszno, bowiem ten odcinek pokonuje stosunkowo szybko, a powietrze wlatujące przez otwarte okna zapewniało ochłodę.

We Wrocławiu mam 20 minut na przesiadkę. Kupuję dużą kanapkę za 9 złotych na dalszą drogę. Cena wysoka, ale jak się później okazało, podobne ceny są na większości dworców. Wszedłem na peron, na którym stał pociąg do Poznania. Cieszę się, że to dwie jednostki (EN57), więc będzie dużo miejsca. Nic bardziej mylnego. Pociąg zatłoczony, ludzie stoją w przedsionkach, w środku duszno. Zajmuję miejsce w przedziale "dla podróżnych z większym bagażem" przerobionym na "przedział rowerowy". W przedziale znajdują się uchwyty dla rowerów, co mnie bardzo cieszy, bowiem często rowerzyści blokowali przejścia.

Podróż niezbyt przyjemna. Słońce świeci mi w plecy, ludzi coraz więcej, cały się pocę, zresztą nie tylko ja. Pociąg wydaje się jechać bardzo powoli po remontowanej trasie. W Obornikach Śląskich i Żmigrodzie wysiada sporo ludzi, ale dosiadają się nowi. Poza tym spora wymiana pasażerów w Rawiczu, Leśnie i Kościanie. Przez cały czas pociąg jedzie zatłoczony, choć tragedii nie ma. Do Poznania dojeżdżamy o 18:23. Czas przejazdu to prawie trzy i pół godziny.

Do 21:00 spaceruję po Poznaniu, później melduję się w akademiku "Jowita". Zajmuję pokój jednoosobowy - jest w porządku. Toaletę i łazienkę dzielę z sąsiednim pokojem. Sądząc po kosmetykach, mieszka tam kobieta, ale nigdy jej nie widziałem. W akademiku można spotkać studentów z całego świata, którzy przyjechali do Poznania na letnią szkołę językową.

Dzień 2 - 11.07.2013 - Poznań, Stargard Szczeciński



Wstaję wcześnie rano, ale nie chce mi się jechać porannym, zatłoczonym pociągiem Poznań - Szczecin Główny. Spaceruję po Poznaniu, jest pochmurno, lecz przyjemnie. Sprawdzam połączenia na automacie biletowym - wychodzi mi, że mogę jechać do Stargardu Szczecińskiego, bowiem w Szczecinie nie zdążyłbym się przesiąść na IR, a nie chciało mi się wracać REGIO. Wsiadam do następnego pociągu REGIO jadącego w kierunku Szczecina o 10:05. Pytam się konduktora, czy pociąg ma gdzieś po drodze kilkuminutowy postój. Konduktor odpowiada, że nie. Jak się okazało był trzynastominutowy postój w Choszcznie, gdzie sfotografowałem bardzo zaniedbany dworzec. W Choszcznie dosiadło się kilka babć z kilkoma torbami pełnymi zakupów, muszę więc zmienić przedsionek.

O 13:00 docieramy do Stargardu Szczecińskiego. Mam ponad godzinę na zwiedzanie miasta, ale nie zauważyłem planu miasta przy wyjściu z dworca i przy pomniku Jana Pawła II poszedłem w niewłaściwą stronę, przez co nie dotarłem do Rynku. Miasto niezbyt ciekawe, pogoda brzydka, samopoczucie nie najlepsze. Dwadzieścia minut przed odjazdem IR Bosman do Warszawy wracam na dworzec. Kupuję bułkę za 3,5 zł, fotografuję dworzec narażając się na gniew ochroniarza, który twierdzi, że nie wolno fotografować. Po wyjaśnieniu sprawy pozwala mi zrobić kilka zdjęć.


Choszczno - dworzec kolejowy

IR "Bosman"

IR Bosman zestawiony jest z wagonów z przedziałami oraz tzw. "bonanzy". Siadam w "bonanzie". To chyba najstarszy z wagonów tego pociągu, ale jedzie się bardzo wygodnie. Za oknem przez cały czas leje deszcz. Dwie i pół godziny mijają bardzo szybko, o 16:28 jestem z powrotem w Poznaniu. Nadal pada, ale zaczęło się rozpogadzać. Później jest piękna pogoda.

O 19:00 idę na obiadokolację do budynku znanego jako "Okrąglak". Mieści się tam restauracja "Express Marche". Normalnie sprzedają jedzenie na wagę za 3,29 za 100 gramów, ale po 19:00, w ostatniej godzinie otwarcia lokalu, można wszystko zjeść za połowę ceny. Kilka minut przed 19:00 tworzy się długa kolejka. Udało mi się zająć dobre miejsce, dzięki czemu mogłem spróbować wszystkiego po trochu. Za pełny talerz płacę 12,5 zł. Lasagne, makaron po tajsku, frytki, pierogi ruskie i kilka innych dań. Najadłem się do syta i nie miałem żadnych problemów żołądkowych. Następnie robię niewielkie zakupy w sklepie sieci "Piotr i Paweł", po czym udaję się na dworzec kolejowy kupić wodę mineralną w "Biedronce". Około 21:00 wracam do akademika.

Dzień 3 - 12.07.2013 - Toruń, Inowrocław, Gniezno



Trzeciego dnia jadę z Poznania do Bydgoszczy pociągiem REGIO o 7:48. Pociąg zatłoczony, w Gnieźnie wysiada sporo pasażerów. Do Bydgoszczy stoję w przedsionku robiąc zdjęcia mijanych stacji. Podróż bez specjalnych atrakcji. W Kołodziejowie wsiada młody mężczyzna, zamyka się w toalecie i jedzie tak do Inowrocławia nie płacąc za bilet i powodując złość u pasażerów, którzy chcą skorzystać z toalety.

Dworzec w Bydgoszczy nie podoba mi się. W punkcie z przecenioną prasą kupuję "Śledztwo" za 1,5 zł . Na bydgoskim dworcu można kupić tańsze kanapki niż np. w Poznaniu, czy Wrocławiu. Nie kupuję, bowiem spieszy mi się na pociąg do Torunia, mam drożdżówkę i mam również nadzieję, że na toruńskim dworcu dostanę coś dobrego do jedzenia. Nic bardziej mylnego. Pociąg do Torunia jedzie po remontowanej trasie. Pada deszcz, ale w środku mało pasażerów. Trudno się dziwić - prędkość bardzo mała jak na taką trasę.

Dworzec Toruń Główny w ogóle nie pasuje wyglądem do centrum tego miasta. To wyjątkowo brzydkie miejsce, w którym można się zaopatrzyć jedynie w fast foody w kilku budkach oraz w batoniki w saloniku prasowym. Mam około półtorej godziny, więc idę do centrum miasta. Leje jak z cebra. Okolica bardzo nieciekawa, najciekawszy punkt spaceru to przejście przez most nad Wisłą. Do centrum szedłem szybkim marszem około 15 minut. Doszedłem do Rynku Staromiejskiego, pospacerowałem po kilku okolicznych uliczkach. Czasu starczyło mi na kupno kanapki, po czym musiałem szybko wracać na dworzec. Ze względu na ulewny deszcz nie mam zdjęć. W jednym z punktów gastronomicznych kupiłem pyszną, świeżą kanapkę za 5,5 zł . Kanapkę robią i podają jak w sieci Subway, tylko cena o połowę niższa.


Pociąg Bydgoszcz - Toruń

Widok na most kolejowy w Toruniu

Na dworzec przyszedłem 10 minut przed odjazdem pociągu Toruń - Poznań. Podróż do Inowrocławia bardzo się dłużyła, pociąg wlókł się niemiłosiernie. W Inowrocławiu również miałem ponad godzinę na zwiedzanie miasta, po czym zamierzałem wracać pociągiem IR "Mamry". Inowrocławski dworzec zaskoczył mnie pustką w hali głównej - kasy i jeden salonik prasowy oraz zaniedbanym placem przed dworcem. Poszedłem do centrum miasta - do rynku idzie się około dwudziestu minut. Miasto ani ładne, ani brzydkie. Deptak wraz z rynkiem wyglądają najlepiej, ale jest też kilka miejsc, o które władze powinny zadbać. W tężniach nie byłem. Jedyne zakupy to dwie drożdżówki w jednej z piekarni.


Inowrocław

Gniezno

Pociąg IR "Mamry" to EN57. W pociągu tłok, bowiem z Olsztyna jedzie kilka kolonii i sporo podróżnych. To w końcu piątek. Do Gniezna docieramy o 15:42. Podróż szybka, choć na stojąco w przedsionku, do czego się przyzwyczaiłem. O 16:26 z Gniezna ma odjechać pociąg REGIO Inowrocław - Poznań. Myślę więc, sfotografuję dworzec i stację wąskotorówki, po czym wrócę do Poznania. Tak też zrobiłem, choć obie stacje wyglądają brzydko. Wracam na dworzec, a tu pociąg do Poznania opóźniony pół godziny. Wybrałem się więc do centrum miasta. Doszedłem do katedry, skorzystałem z szaletu (opłata 50 groszy za skorzystanie z pisuaru), po czym wróciłem na dworzec. Pociąg do Poznania zatłoczony, więc znów stoję w przedsionku. W Poznaniu jesteśmy przed 18:00. Wysiadam na peronie 2a, a tu niesamowity tłum, z początku nawet nie wiem, gdzie jestem. Niektórzy podróżni też są zdezorientowani Po kilku spojrzeniach dostrzegam budynek dworca i wiem, którędy iść.

O 19:00 znów wizyta w "Express Marche" i pyszna obiadokolacja. Znów zapłaciłem 12,5 zł, czyli dokładnie tyle, ile poprzedniego dnia, a wydawało mi się, że jedzenia na talerzu było dużo więcej. Najedzony do syta wracam do akademika na ostatnią noc.

Dzień 4 - 13.07.2013 - Poznań, Wrocław



Sobota - wstałem trochę później, wziąłem prysznic, po czym poszedłem na dworzec z zamiarem sfotografowania pociągu z parowozem i wagonami jadącego do Wolsztyna. Podobny zamiar miało wielu innych turystów, ale ku zaskoczeniu wszystkich przyjechał szynobus. Później okazało się, dlaczego. Po 09:00 przyjechał pociąg turystyczny Classic Courier budząc sensację wśród innych pasażerów. Udało mi się wskoczyć do środka i sfotografować wnętrze dwóch wagonów. Bez rewelacji.

Następnie trzygodzinny spacer po Poznaniu - około 11:30 wyszło słońce, zrobiła się piękna pogoda, a w mieście panowała bardzo przyjemna atmosfera. Zjadłem zapiekankę, poszedłem do "Starego Browaru", a tu po drodze Marsz Milczenia na ulicy Półwiejskiej ku pamięci zamordowanego kilka dni wcześniej młodego mężczyzny. W "Stary Browarze" zrobiłem zakupy, pochodziłem po sklepach, a na koniec wybrałem się na dworzec, skąd po 13:00 miał odjechać "Blues Express".


Poznański rynek

"Classic Courier" w środku

"Blues Express" zestawiony z parowozu oraz wagonów Przewozów Regionalnych był już podstawiony. Na peronie grała kapela, kręciły się liczne ekipy telewizyjne, a podróżni zajmowali miejsca w pociągu. Koncert kapeli na dworcu bardzo udany. Po odjeździe pociągu "Blues Express" zostało mi około 40 minut do odjazdu pociągu "Barycz" do Wrocławia. Chciałem naładować aparat cyfrowy na nowym dworcu głównym, ale w miejscu, gdzie kiedyś było czynne gniazdko, stał już infokiosk. Kupiłem szybko kanapkę i bułkę w piekarni w przejściu podziemnym, wchodzę na peron, gdzie stoi pociąg "Barycz", a tu pociąg zatłoczony. Było jasne, że przynajmniej do Jarocina nie uda mi się fotografować stacji, bowiem trudno było się zmieścić nawet w przedsionkach. Postanowiłem pojechać IR Pirania do Środy Wielkopolskiej i tam przesiąść się na pociąg do Wrocławia.

Z IR Pirania wysiadam w Środzie Wielkopolskiej, tam fotografuję brzydki dworzec. Za chwilę przyjeżdża "Barycz" do Poznania. Jest jeszcze dużo ludzi, lecz w Jarocinie pociąg pustoszeje. Najlepszy odcinek to przejazd z Jarocina do Grabowna Wielkiego. Zaniedbane tereny, mało ludzi, prędkość bardzo mała, ale całkiem ładne krajobrazy. Dłuższy postój mamy w Krotoszynie, gdzie fotografuję dworzec i pomnik dawnej Krotoszyńskiej Kolei Dojazdowej. Kolejny dłuższy postój w Miliczu - tam w szalecie przy dworcu fotografuję toalety tureckie. Ostatni kilkuminutowy postój - około siedmiu minut - na stacji Wrocław Nadodrze. Ku mojemu zaskoczeniu budynek dworca jest po prostu piękny, ale według ochroniarza nie wolno fotografować wnętrza budynku. Po 19:00 kończymy podróż na dworcu Wrocław Główny.


Dworzec Wrocław Nadodrze

EN57-1446 w środku

Do 23:30 spaceruję po centrum Wrocławia. Jak zauważyłem, restauracja Express Marche jest również w Galerii Dominikańskiej. Tu przecenione jedzenie na wagę można kupić od 20:00 do 21:00. Byłem najedzony, więc nie skorzystałem. Wrocławski rynek tętni życiem. Mnóstwo turystów, artyści uliczni, cudowna atmosfera, choć niektórym zaczyna odbijać po wypitym alkoholu. Przy jednym z ogródków piwnych ustawiają się ciekawscy, chcący pooglądać mecz siatkówki Polska - Bułgaria. Od czasu do czasu dołączam do nich.

Spacer kończę po 23:00 wizytą w całodobowym szalecie na Placu Solnym, gdzie przebieram się oraz myję zęby. Za skorzystanie z kabiny płacę 1 zł . To i tak taniej, bowiem na dworcu kolejowym zapłaciłbym 2,5 zł.

Noc spędzam w poczekalni nocnej na wrocławskim dworcu. Ochroniarze tym razem sprawdzają bilety oraz pilnują, żeby nikt nie kładł się na siedzeniach. Podróżnych mało. Ja, jeden mężczyzna, jakiś Czech zachowujący się jak w oborze, młoda kobieta oraz trzy panie emerytki oburzone, że początkowo ochroniarz nie chciał ich wpuścić do poczekalni, skoro mają bilet na autobus. Za chwilę dołącza czteroosobowa rodzinka - trzy młode, ładne dziewczyny z mamą czekające na autobus o 01:15. Emerytki cały czas gadają, po godzinie wiem już o nich wszystko. Czech cały czas wrzeszczy po czesku, żeby się zamknęły. One nic sobie z tego nie robią. Po pewnym czasie sytuacja staje się tak absurdalna, że nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać, podobnie jak inni w poczekalni. Od tamtej pory cisza.

O 4:00 przeszliśmy do normalnej poczekalni, gdzie kontynuowałem drzemkę w pozycji siedzącej.

Dzień 5 - 14.07.2013 - Powrót



Pociąg RE "Bolko" do Lublina odjeżdża o 6:08. Przed odjazdem kupiłem kanapkę oraz zrobiłem kilka zdjęć wrocławskiego dworca. Był piękny słoneczny, poranek, przyszło mi jechać w bardzo ładnym, klimatyzowanym wagonie, przy czym trzeba nadmienić, że w składzie pociągu były tylko dwa takie wagony, reszta to zwykłe wagony z przedziałami, zupełnie inne niż wynikałoby z reklamy kategorii REGIOExpress.


Wagon RE "Bolko"

Dworzec Wrocław Główny

Podróż do Katowic trwała trzy godziny. Była przyjemna, choć z klimatyzacją przesadzili, a po drodze pociąg kilka razy zatrzymywał się na dłużej bez przyczyny. Obłożenie wysokie, choć udało mi się znaleźć wolne miejsce. Wagony "Marlboro" wyglądają bardzo ładnie, ale nie są zbyt wygodne. Po trzech godzinach siedzenia chciałem już rozprostować kości.

W Katowicach wsiadło bardzo dużo ludzi, ale ja już czekałem na pociąg do Oświęcimia odjeżdżający z peronu 5. Jeszcze godzina podróży i około 10:30 byłem w Oświęcimiu. To był koniec podróży.

Podsumowanie



Podróż udana, choć wydatki okazały się trochę większe, niż zakładałem. W relacji pominąłem próby oszustw przy wydawaniu reszty.